Korespondent AFP zatrzymany i pobity przez siły bezpieczeństwa

Korespondent agencji AFP w Burundi został zatrzymany przez tamtejsze siły bezpieczeństwa i pobity w Bużumburze, gdzie wcześniej tego dnia doszło do zabójstwa gen. Adolphe'a Nshimirimany, będącego prawą ręką prezydenta Pierre'a Nkurunzizy.

Esdras Ndikumana, który współpracuje także z francuskim radiem RFI, wyjaśnił, że został aresztowany przez służby wywiadowcze SNR, kiedy robił zdjęcia na miejscu zamachu. Funkcjonariusze SNR przewieźli go do swojej siedziby i przetrzymywali przez dwie godziny. Korespondent był tam bity po plecach, nogach oraz w podeszwy stóp. Później został zwolniony i z obrażeniami trafił do szpitala.

Reklama

Szefowa działu informacji AFP Michele Leridon, "bardzo zaszokowana" agresją wobec korespondenta, zapowiedziała, że "będzie domagać się od władz Burundi wyjaśnień oraz zapewnienia, że taki incydent się nie powtórzy". - Nasz korespondent powinien kontynuować swoją misję informacyjną w pełni bezpiecznie - dodała.

Generał Nshimirimana, bliski współpracownik prezydenta Nkurunzizy został w niedzielę zastrzelony w samochodzie w Bużumburze. Nshimirimana odpowiadał za osobiste bezpieczeństwo prezydenta i uważany był za faktycznego szefa służb bezpieczeństwa wewnętrznego.

Do zamachu doszło po kontestowanych niedawnych wyborach prezydenckich, w których po raz trzeci zwyciężył Nkurunziza, startujący w nich jako jedyny kandydat. Ogłoszenie przez Nkurunzizę zamiaru pozostania na urzędzie wywołało w kraju protesty i niepokoje, w których zginęło wielu ludzi.

10-milionowe Burundi, położone w środkowej Afryce, jest niepodległe od 1962 roku. Od tego czasu kraj był wielokrotnie wstrząsany konfliktem na tle etnicznym - walkami między Hutu, stanowiącymi większość, a mniejszością Tutsi. Szacuje się, że w sumie konflikt ten pochłonął ok. 300 tys. ofiar śmiertelnych.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje