Kosztowny żart na lotnisku w Los Angeles

Miał być żart - zamiast tego są zarzuty, groźba 6 lat więzienia i milionowa kaucja. Pracownik lotniska w Los Angeles podłożył w terminalu co najmniej dwie "bomby" z suchego lodu.

Substancja to zestalony i sprasowany pod wysokim ciśnieniem dwutlenek węgla o temperaturze prawie -80 stopni Celsjusza. Jest powszechnie stosowana przez linie lotnicze do chłodzenia żywności. Suchy lód zamknięty w butelce i zalany wodą po chwili powoduje ciśnienie, które rozrywa plastikowe opakowanie.

Policja zarzuca Dicarlo Benettowi posiadanie dwóch ładunków wybuchowych w miejscu publicznym. 28-letni mężczyzna nie przyznaje się do winy.

- To żartowniś. Myślał, że to było zabawne. Jednak wcale takie nie było - mówił Michael Downing, zastępca komendanta policji w Los Angeles.

Obie butelki z suchym lodem eksplodowały. Nikomu nic się nie stało, ale prace lotniska zostały sparaliżowane na kilka godzin. Część pasażerów została ewakuowana, a niektóre loty były opóźnione.

Sąd wyznaczył aresztowanemu kaucję w wysokości 1 mln dolarów.

Dowiedz się więcej na temat: lotnisko | żart

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje