Kuba: Zbiera się parlament, by wskazać następcę braci Castro

Wyłoniony w wyborach z 11 marca parlament Kuby zbierze się w środę, by wybrać najpierw Radę Państwa, a następnie nowego prezydenta kraju. Głosowanie odbędzie się w czwartek, w drugim dniu sesji. Zakończy to prawie 60 lat rządów Fidela i Raula Castro.

Deputowani ze Zgromadzenia Narodowego Władzy Ludowej wyłonią spośród parlamentarzystów Radę Państwa, najwyższy organ wykonawczy na Kubie oraz przewodniczącego Rady, czyli nowego prezydenta tego państwa.

Reklama

Następca ustępującego 86-letniego Raula Castro będzie wybierany w tajnym głosowaniu spośród kandydatów zaproponowanych przez komisję Zgromadzenia, w którym wszystkie 605 mandatów mają kandydaci Komunistycznej Partii Kuby. AFP ocenia, że wydarzenie to rozpocznie nowy etap w historii kraju.

Raul Castro już zapowiedział, że 12 lat po tym, jak zastąpił swojego - zmarłego w listopadzie 2016 roku - brata Fidela, przekaże w czwartek władzę nowemu prezydentowi. Bracia Castro stali na czele kraju przez blisko 60 lat.

Oczekuje się, że deputowani wybiorą "numer dwa" kubańskiego reżimu, 57-letniego pierwszego wiceprezydenta Miguela Diaza-Canela. Pierwszym wiceprzewodniczącym Rady Państwa został on mianowany przez Raula Castro w 2013 roku. Diaz-Canel jest cywilem i przedstawicielem nowego pokolenia - urodził się rok po kubańskiej rewolucji z 1959 r. i nie otacza go tak wyrazista legenda jak braci Castro.

Przekazanie władzy przez Raula Castro było początkowo planowane na luty, jednak przesunięto je ze względu na - jak podawano - zniszczenia, jakie spowodował we wrześniu na Kubie huragan Irma. Część obserwatorów uważa jednak, że miało to na celu raczej zapewnienie stabilnego przejścia władzy w ręce nowego pokolenia.

Historyczna data

Data wyboru nowego prezydenta, 19 kwietnia, jest historyczna ze względu na przypadającą w ten dzień 57. rocznicę odparcia inwazji w Zatoce Świń, której w 1961 roku dokonali kubańscy emigranci z pomocą amerykańskiej CIA. 19 kwietnia nazywany jest na Kubie dniem "pierwszej porażki jankeskiego imperializmu w Ameryce Łacińskiej".

Agencje zauważają, że nowego prezydenta czeka trudne zadanie - poza zdobyciem autorytetu będzie musiał zmierzyć się ze stagnacją gospodarczą i niszczejącą infrastrukturą, wrogą polityką administracji USA i powszechnym rozczarowaniem z centralnie planowanej gospodarki.

Diaz-Canel, utrwalając osiągnięcia rewolucji, ma kontynuować rozpoczęte przez Raula Castro reformy kubańskiego modelu gospodarczego. Ustępujący prezydent pozwolił na tworzenie na Kubie małych prywatnych przedsiębiorstw i otworzył kraj na inwestycje z zagranicy, zachowując "dorobek socjalizmu" w gospodarce, która wciąż w 80 proc. kontrolowana jest przez państwo.

Jednocześnie do przekazania władzy następnemu pokoleniu dochodzi na Kubie w czasie, gdy maleje pomoc od jej socjalistycznej sojuszniczki Wenezueli oraz gdy doszło do zaostrzenia amerykańskiego embarga. Pod koniec marca kubański rząd przyznał, że we wdrażaniu zmian gospodarczych popełniono błędy, a obecnie wszystkie reformy są analizowane.

Agencja AP zaznacza, że Diaz-Canel znany jest większości Kubańczyków jako przeciętny mówca, który do niedawna przez większość czasu praktycznie nie istniał w przestrzeni publicznej. Siwego, poważnego wiceprezydenta do marca br. najdłużej można było oglądać w wideo, które wyciekło ze spotkania partii komunistycznej; na nagraniu polityk zobowiązał się do zamknięcia niektórych niezależnych mediów oraz nazwał pewne europejskie ambasady placówkami zagranicznej działalności wywrotowej. Jednak jego wizerunek zaczęły w tym roku łagodzić państwowe media.

Zaplanowana strategia?

Niektórzy obserwatorzy sądzą, że pozostawanie "w ukryciu" było jego strategią na przetrwanie w systemie zarządzanym przez starzejących się rewolucjonistów, którzy rujnowali kariery wielu młodych polityków, zyskujących rozgłos na wczesnych etapach działalności politycznej.

AFP zauważa, że aby podkreślić, iż mimo przekazania władzy nie będzie "rewolucji w rewolucji", nie zaplanowano z tej okazji bardzo hucznych uroczystości. "Będziemy nadal podążać drogą rewolucji, triumfalny marsz rewolucji będzie trwał" - zapewnił Diaz-Canel w marcu, gdy oddawał głos w wyborach.

Jednak Raul Castro nie zrezygnuje ze wszystkich sprawowanych funkcji, ponieważ pozostanie sekretarzem generalnym wszechwładnej partii komunistycznej do jej kongresu zaplanowanego na 2021 rok; będzie miał wówczas 90 lat.

Cytowany przez AFP kubański politolog Esteban Morales przewiduje, że "Raul skupi się na pracy ideologicznej (...), a Diaz-Canel na kwestiach związanych z rządem, złożonych i trudnych zadaniach".

Od momentu wyboru nowego przewodniczącego Rady Państwa pierwszy raz od dekad prezydent Kuby nie będzie nazywał się "Castro", nie będzie nosił wojskowego munduru i nie będzie pierwszy sekretarzem Komunistycznej Partii Kuby - zauważa AFP.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje