Laureatka Pokojowego Nobla milczy o czystce etnicznej

Przywódczyni Birmy Aung San Suu Kyi nie pojedzie do Nowego Jorku na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ - poinformował w środę jej rzecznik Zaw Htay. Informacja nadeszła, gdy - jak wskazuje AFP - władze Birmy są krytykowane za traktowanie mniejszości Rohingja.

Specjalna "doradczyni państwa nie weźmie udziału w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ" - oświadczył rzecznik. Tłumaczył, że Suu Kyi ma zająć się kwestiami bezpieczeństwa wewnętrznego, ale nie podał szczegółów.

Reklama

Suu Kyi pełni w rządzie wpływową funkcję szefowej MSZ i jest powszechnie uważana za faktyczną przywódczynię państwa.

Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla i wieloletnia dysydentka milczy, kiedy wspólnota międzynarodową wytyka ją palcami za to, w jaki sposób władze Birmy obchodzą się z mniejszością muzułmańską Rohingja - pisze AFP.

Agencja przypomina, że w zeszłym roku Suu Kyi obiecywała na forum ONZ, że będzie wspierała prawa Rohingjów oraz, że "zdecydowanie będzie przeciwstawiała się uprzedzeniom i nietolerancji". Zapowiedziała także, że będzie działała na rzecz praw człowieka.

Obecnie w Birmie trwa exodus setek tysięcy osób, głównie Rohingjów, którzy uciekają przed przemocą do sąsiedniego Bangladeszu. Według najnowszych danych Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) od końca sierpnia, kiedy rozpoczęły się walki między rebeliantami Rohingja a birmańskimi siłami rządowymi, z kraju uciekło ok. 370 tys. osób, głównie przedstawicieli tej mniejszości.

W poniedziałek Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka Zeid Ra'ad Al-Hussein potępił traktowanie muzułmańskiej mniejszości w Birmie, a brutalne działania sił rządowych nazwał "czystkami etnicznymi".

Gdy w październiku 2016 roku birmańska armia prowadziła podobną operację na granicy z Bangladeszem, organizacje praw człowieka i ONZ uznały to za działania mające znamiona czystek etnicznych na Rohingjach. Suu Kyi długo odmawiała komentarza, aż w końcu wydała lakoniczne oświadczenie mówiące, że armia działa w ramach obowiązującego prawa.

Zdaniem niektórych komentatorów Suu Kyi musi liczyć się z wciąż wpływowymi w kraju wojskowymi i dlatego przyjęła taktykę nielicznych dyplomatycznych wystąpień. Przez wiele lat w Birmie rządziła junta.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje