Laurent Fabius ostrzega przed "eksplozją" na Bliskim Wschodzie

Szef francuskiego MSZ Laurent Fabius ostrzegł w niedzielę przed zbliżającą się "eksplozją" na Bliskim Wschodzie, jeśli impas w rozmowach pokojowych między Izraelem a Palestyńczykami nie zostanie szybko przełamany.

Fabius spotkał się w niedzielę zarówno z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem, jak i z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, z którymi rozmawiał o francuskiej propozycji, aby pod egidą międzynarodową wznowić rozmowy pokojowe.

Reklama

Palestyńczycy z zadowoleniem powitali francuską inicjatywę, mając nadzieję, że społeczność międzynarodowa odegra większą rolę w rozwiązaniu konfliktu niż to miało miejsce ponad dwie dekady temu. Z kolei Netanjahu oznajmił, że jego kraj "z całą mocą" odrzuca wszelkie próby narzucenia "międzynarodowego dyktatu" w kwestii pokoju z Palestyńczykami.

Według francuskich dyplomatów i strony palestyńskiej propozycje pokojowe zawierałyby ustalenie granicy pomiędzy Izraelem a przyszłym państwem palestyńskim w oparciu o granice zanim Izrael opanował Zachodni Brzeg, Jerozolimę Wschodnią i Strefę Gazy w wojnie w 1967 roku. Izrael odrzuca powrót do tych granic.

"Najważniejszą kwestią jest dla nas ponowne szukanie sposobu na pokój i bezpieczeństwo oraz co jest konieczne na istnienie dwóch państw" - powiedział Fabius po spotkaniu z Abbasem. "Wyciągnijmy wnioski z przeszłości i spróbujmy iść do przodu" - podkreślił szef MSZ Francji.

Poinformował, że niedawno rozmawiał na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie z prezydentem Egiptu Abd el-Fatahem es-Sisim oraz królem Jordanii Abdullahem II, którzy - jak zaznaczył - zgodnie ocenili, iż jeśli kwestia izraelsko-palestyńska będzie dalej zamrożona, to "eksplozja" może się rzeczywiście wydarzyć.

Stanowisko premiera Izraela

Premier Izraela na posiedzeniu rządu przed wizytą szefa francuskiej dyplomacji powiedział, że "w międzynarodowych propozycjach, które usiłuje się nam narzucić, nie ma żadnego prawdziwego odniesienia do potrzeb Izraela w kwestiach bezpieczeństwa lub innych naszych interesów narodowych".

"Oni po prostu starają się zmusić nas do zaakceptowana granic, które są nie do obrony, całkowicie ignorując to, co dzieje się po drugiej stronie granicy. To będzie taki sam rezultat, jak widzieliśmy i czuliśmy na naszej skórze w Strefie Gazy i Libanie. Nie pozwolimy na to" - podkreślił izraelski premier.

Netanjahu na konferencji prasowej po spotkaniu z Fabiusem powtórzył raz jeszcze żądanie Izraela, aby Palestyńczycy uznali Izrael jako państwo żydowskie. Jak podkreślił, Palestyńczycy uznają Izrael jako państwo, ale nie uznają jego religijnego charakteru obawiając się, że poważyłoby to prawa arabskiej mniejszości żyjącej w Izraelu oraz prawo uchodźców palestyńskich do powrotu.

W 2009 roku Netanjahu wyraził poparcie dla ustanowienia pod pewnymi warunkami państwa palestyńskiego, ale odtąd międzynarodowe wysiłki podejmowane w celu popchnięcia naprzód negocjacji kończyły się za każdym razem fiaskiem.

Palestyńczycy odrzucają z kolei znaczną część stawianych im warunków jako niemożliwych do zaakceptowania, wśród nich takie, jak utrzymanie wojsk izraelskich w Dolinie Jordanu lub uznanie Izraela za kolebkę narodu żydowskiego. Jednocześnie pod rządami Netanjahu coraz bardziej nasila się ekspansja żydowskiego osadnictwa na palestyńskich ziemiach okupowanych, co on sam przedstawia jako jedno ze swoich największych osiągnięć.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje