Los Szkocji zależy od niezdecydowanych

Najnowsze sondaże, w których pomija się niezdecydowanych, sugerują, że wynik szkockiego referendum, które odbędzie się 18 września, nie jest przesądzony. Liczbę niezdecydowanych szacuje się na pół miliona.

Sondaż ośrodka Survation zlecony przez unionistów z kampanii "Better Together" (Razem Lepiej) sugeruje, że za utrzymaniem status quo gotowych jest zagłosować 54 proc. ankietowanych, a za wyjściem Szkocji ze Zjednoczonego Królestwa - 46 proc. Badanie dziennika "Observer" daje unionistom przewagę 53 proc. do 47 proc., a "Sunday Timesa" - 50,6 proc. do 49,4 proc.

Separatyści uzyskali przewagę w sondażu "Sunday Telegraph" 54 proc. do 46 proc., ale uznano, że badanie jest obciążone zbyt dużym marginesem błędu, ponieważ brało w nim udział tylko 705 osób.

Reklama

Liczbę tych, którzy jeszcze nie zdecydowali, jak zagłosują, ocenia się na ok. 500 tys. i to na nich skupi się w końcówce kampanii uwaga obu obozów.

Lider szkockich nacjonalistów, premier autonomicznego rządu Szkocji Alex Salmond w niedzielnym wywiadzie dla telewizji Sky odciął się od bankierów, finansistów i biznesmenów opisujących czarne scenariusze czekające Szkotów w razie wyjścia ze Zjednoczonego Królestwa. Ocenił, że jest to akcja wyreżyserowana przez brytyjski establishment polityczny.

"Szkoci nie będą słuchać tego, co im mówi rząd (centralny w Londynie - red.), chcący kontrolować wszystko, ingerujący w życie obywateli, stojący za wyreżyserowaną akcją wielkich koncernów naftowych i supermarketów, które mówią nam, że nie możemy zarządzać własnym krajem" - mówił.

Sześciu operatorów telefonii w liście otwartym ostrzegło, że niepodległość Szkocji zwiększy ich koszty operacyjne, co oznacza wyższe rachunki dla klientów. Na negatywne gospodarcze skutki secesji zwróciły także uwagę banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, koncerny naftowe i sieci supermarketów.

W wywiadzie dla BBC Salmond mówił w niedzielę, że obecna szansa na uzyskanie niepodległości "zdarza się raz na pokolenie". Według niego nawet ci, którzy w referendum powiedzą "nie" szkockiej niepodległości, w rzeczywistości mają na myśli "tak", ale na późniejszym etapie. Z kolei lider "Better Together" Alistair Darling ostrzegł, że jeśli Szkoci poprą separatystów, to od tej decyzji "nie będzie odwrotu".

W jednej z ostatnich debat z udziałem 7,5 tys. młodych ludzi w Glasgow doszło do ostrego starcia na temat publicznej służby zdrowia. Separatyści argumentowali, że niepodległość ochroni ją przed prywatyzacją, a inni, w tym deputowany antyestablishmentowej Partii "Respekt" George Galloway, przekonywali, że niepodległej Szkocji nie będzie stać na jej utrzymanie.

Dla Szkotów korzystających z darmowych leków i bezpłatnej opieki zdrowotnej jest to bardzo ważna kwestia; w Szkocji silna jest orientacja socjaldemokratyczna, wyrastająca na podłożu katolicyzmu i kalwinizmu oraz sprzeczna z wolnorynkowym fundamentalizmem rządu w Londynie - zauważył historyk i publicysta David Marquant.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje