Lwowscy Polacy: Stanowisko radnych ws. Domu Polskiego niezrozumiałe

Polacy we Lwowie nie rozumieją Rady Miejskiej, która odwleka przekazanie budynku na potrzeby Domu Kultury Polskiej i uważają zachowanie radnych za nieodpowiedzialne - powiedział w czwartek Emil Legowicz, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej.

Polecenie rozwiązania kwestii tzw. Domu Polskiego we Lwowie wydał jeszcze w ubiegłym roku prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz. Miała być to odpowiedź na oddanie w 2011 r. polskim Ukraińcom należącego do nich do czasów powojennych Ukraińskiego Domu Ludowego w Przemyślu.

Reklama

Budynek dla Polaków we Lwowie wydzieliło wojsko, które zgodnie z prawem przekazało go Radzie Miejskiej. To ona powinna podjąć formalną decyzję o oddaniu obiektu na potrzeby organizacji polskich Lwowa. Dotychczas tego nie uczyniła.

"Traktujemy to jako brak odpowiedzialności"

 - My nie uważamy tego za złośliwość, tylko traktujemy jako brak odpowiedzialności. To są ludzie (radni Lwowa), którzy nie ręczą za swoje słowa i czyny, ponieważ nie oni dali nam ten dom, a dał go prezydent Ukrainy. Dla mnie jest to niezrozumiałe. Ta sprawa raz po raz stawiana jest na głosowanie, a potem głosowanie jest odwoływane. Pół roku nie mogą z tym zrobić porządku. Mówią, że chcą do Europy, że są dobrymi sąsiadami Polski i takie rzeczy wyczyniają - nie ukrywa rozczarowania Legowicz.

Prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej wyjaśnił, że mimo swej nazwy Dom Polski we Lwowie będzie służył wszystkim mieszkańcom miasta.

- To będzie centrum kulturalne, które nie będzie przeznaczone tylko dla Polaków, lecz dla ogółu. We Lwowie jest 27 narodowości i każdy będzie mógł tam wejść. To będzie bardzo ważne miejsce dla całego Lwowa - podkreślił.

Legowicz nie wyklucza, że odwlekanie głosowania radnych Lwowa w sprawie Domu Polskiego może być związane z przygotowywaną przez Sejm uchwałą z okazji 70-lecia zbrodni wołyńskiej. W 1943 r. ukraińscy nacjonaliści zamordowali na Wołyniu - według różnych źródeł - ok. 30-60 tys. Polaków.

- Jest to bardzo trudny problem. Może dlatego oni i zwlekają z tą decyzją. Kiedy nadeszła informacja o przygotowaniach uchwały w sprawie Wołynia, zastanawialiśmy się, czy to będzie z korzyścią dla nas, mieszkających tu Polaków. Trudno powiedzieć. My musimy tutaj żyć i istnieć. Oni nie chcą się do tego (zbrodni wołyńskiej) przyznać, nie chcą wybaczenia. My czasami między sobą mówimy, że byłoby lepiej, gdyby Sejm może parę miesięcy później to zaczął, żeby ten Dom Polski oddali. To trochę może zaszkodzić  - powiedział Legowicz.

"Nie odczuwam jakiejś wrogości wobec siebie"

Rozmowa z prezesem Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej odbyła się w Dniu Polonii i Polaków za Granicą. Według Legowicza Polacy na Ukrainie nie odczuwają problemów związanych z ich korzeniami narodowymi, jednak państwo, w którym żyją, nie udziela im pomocy.

- Pracowałem w zakładzie wojskowym, zatrudniającym ponad 30 tysięcy osób. Było nas tam trzech braci. Wszyscy wiedzieli, że jesteśmy Polakami. Najważniejsze to mieć swoją godność i się nie ukrywać, bo wtedy cię będą szanować. Ci, co się ukrywali, robili z siebie idiotów, szanowani nie byli i nadal nie są  - stwierdził.

- Nie odczuwam jakiejś wrogości wobec siebie. My (organizacje polskie) mamy swoją siedzibę na lwowskim rynku. Oni (Ukraińcy) w ratuszu śpiewają "Szcze ne wmerła Ukraina", a my "Jeszcze Polska nie zginęła". Nikt nas nie prześladuje, tylko że i nikt nam nic nie pomaga. Jak chodziliśmy do kościoła, tak chodzimy, mamy polską szkołę, więc nie powiedziałbym, żeby były jakieś trudne warunki do życia. My się tutaj urodziliśmy, tutaj żyjemy i przyjdzie nam tak żyć dalej - powiedział Legowicz w rozmowie.

Dowiedz się więcej na temat: Litwa | Polska | radni

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje