Marsz, który rozpoczął konflikt

Czterdzieści lat temu na ulicach Londonderry policja brutalnie rozpędziła pokojową demonstrację żądająca przestrzegania praw człowieka. Tak zaczęły się The Troubles - "Kłopoty", czyli wojna domowa w Irlandii Północnej.

Rok 1968 był dziwnym rokiem - niepokoje i protesty przetaczały się przez cały świat. W Polsce mieliśmy Marzec `68 - intrygujące podobieństwo czasowe zakrętów historycznych Polski i Irlandii zasługuje na odrębną opowieść (bo oprócz `68 mieliśmy i inne podobnie umiejscowione w czasie), we Francji w maju `68 wydawało się już, że wybuchła kolejna, studencko - robotnicza rewolucja. W Czechach wybucha Praska Wiosna, zduszona później interwencją wojsk Układu Warszawskiego. W Stanach Zjednoczonych rodzi się i rośnie w siłę Amerykański Ruch Praw Obywatelskich, walczący o równouprawnienie białej i kolorowej ludności, rodzi się też ruch Black Power, a tylko niewiele brakuje do ogólnokrajowych zamieszek, kiedy od kul zamachowca ginie Martin Luther King. W Meksyku dziesięć dni przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich policja masakruje protestujących studentów...

Reklama

To naprawdę był ciekawy rok. A w Irlandii Północnej, w której napięcie narastało od lat - a nawet od wieków, bo początki konfliktu datować można nawet na wczesne średniowiecze, na stos wzajemnej wrogości padła iskra, która rozpaliła konflikt. Konflikt, który zabrał przez trzy dekady życie ponad trzem tysiącom ludzi.

5.10.1968

To była w miarę pogodna październikowa sobota. Kilkusetosobowa grupa demonstrantów szła przez ulice Londonderry (katolikom i republikanom ta nazwa nawet nie przechodzi przez gardło - dla nich to miasto nazywa się Derry) protestując przeciwko dyskryminacji katolickiej części społeczności.

Pokojowy przemarsz zakończył się na potrójnym policyjnym kordonie w zasadzie jeszcze nim na dobre się zaczął. Demonstranci chcieli wejść na Duke Street, tą zaś ulicę zamknął dla przemarszu minister spraw wewnętrznych Irlandii Północnej William Craig. Policja wezwała demonstrantów do rozejścia się, a po chwili w ruch poszły pałki i armatki wodne. Demonstranci zaszokowani byli brutalnością i bezwzględnością policji. Ponad trzydzieści osób zostało rannych, w tym wiele kobiet oraz dzieci. Policyjne pałki rozbiły też głowę posła do angielskiego i północnoirlandzkiego parlamentu, Gerry`ego Fitta. Polityk mówił potem, że policjanci zachowywali się jak żołnierze na froncie... Przez dwa następne dni w mieście toczyły się zamieszki. Policjanci pacyfikowali wszelkie zgromadzenia, demonstranci obrzucali funkcjonariuszy butelkami z benzyną. Jednak nikt chyba wtedy nie przypuszczał, że właśnie zostały uwolnione z klatki demony...

Preludium

Kilkanaście miesięcy wcześniej - na fali przebiegającej przez cały świat ducha zmian - powstało Stowarzyszenie Praw Obywatelskich w Irlandii Północnej (NICRA). Głównym punktem programu była postulowana reforma wyborów samorządowych. Dotąd obowiązywał dość dziwny system, w którym głosować mogli jedynie właściciele lub najemcy domów - stąd w zasadzie na jedno gospodarstwo domowe przypadał jeden głos. Członkowie NICRA chcieli wprowadzenia zasady "jeden człowiek - jeden głos" - wtedy również katolicka część społeczności miałaby większy wpływ na lokalne władze.

Z tym od lat był problem - bo mimo tego, że w Derry podział na społeczność katolicką (republikańską) oraz protestancką (lojalistyczną) był mniej więcej równy, a nawet z lekką przewagą katolików - to we władzach karty rozgrywali protestanci. Oni decydowali między innymi o rozdziale mieszkań komunalnych. Stąd katolicy musieli żyć często w o wiele gorszych warunkach niż protestanci - jeśli w ogóle dostawali mieszkanie. Przykładem może być chociażby sytuacja, kiedy 19-letnia sekretarka jednego z lokalnych lojalistycznych polityków dostała mieszkania przed wielodzietną katolicką rodziną. Z podobnymi przykładami nierównego traktowania katolicy spotykali się również na przykład przy zatrudnianiu w sektorze publicznym.

Członkowie NICRA próbowali różnych akcji protestacyjnych, okupowali mieszkania przyznawane protestantom "poza kolejnością" - i byli stamtąd brutalnie wyrzucani przez policję i unionistyczne paramilitarne bojówki, w końcu zdecydowali się na przeprowadzenie marszu protestacyjnego przez centrum Derry...

Pokłosie

Brutalna akcja policji została sfilmowana przez telewizyjne ekipy i pokazana na całym świecie. Największe oburzenie wywołała oczywiście w Republice Irlandii - a także wśród katolickich mieszkańców Ulsteru, a oliwy do ognia dolały wypowiedzi ministra Wiliama Craiga, który twierdził, że policja postąpiła prawidłowo, a o samych demonstrantach mówił pogardliwie i lekceważąco. Po dwóch dniach w Londonderry zrobiło się spokojniej, ale wrzenie przeniosło się do Belfastu. Tam ponad dwa tysiące studentów usiłowało przemaszerować pod Ratusz, ale na ich drodze stanęła lojalistyczna kontrdemonstracja. Pęknięcie w ulsterskim społeczeństwie robiło się coraz wyraźniejsze. Do głosu zaczęły dochodzić ekstremistyczne ugrupowania, na ulicach północnoirlandzkich miast i miasteczek pojawiły się oddziały brytyjskiej armii. Reformy, które próbował podjąć rząd, okazały się spóźnione. Cztery lata później, podczas kolejnej pokojowej demonstracji w Derry - marszu zorganizowanemu przeciw prawu pozwalającemu zatrzymać i internować każdego Irlandczyka podejrzewanego o terroryzm, oddziały brytyjskich spadochroniarzy otworzyły ogień do protestujących. Zginęło czternaście osób. "Krwawa niedziela" na wiele lat zamknęła możliwość jakiekolwiek dialogu. Ulster zaczął spływać krwią.

Szymon Kiżuk

Link Polska
Dowiedz się więcej na temat: marsze | policja | 1968 | demonstracje | "Wojna domowa" | marsz | konflikt

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje