Mieszkańcy prowincji oburzeni. "Premier wypowiedział wojnę"

Zgoda kanadyjskiego rządu na budowę ropociągu Northern Gateway wywołała takie protesty, że do inwestycji może w ogóle nie dojść. Indianie uznali, że premier Stephen Harper wypowiedział wojnę mieszkańcom prowincji Kolumbia Brytyjska.

Jak relacjonowały media po ogłoszeniu w tym tygodniu decyzji rządu, jeden z wodzów indiańskich, Stewart Phillip, ostrzegł podczas manifestacji w Vancouver: "W związku z faktem, że w naszej opinii Harper wypowiedział wojnę mieszkańcom Kolumbii Brytyjskiej i Pierwszym Narodom, nie będzie on mile widziany w prowincji". Indianie już zapowiadają protesty wszędzie tam, gdzie pojawiłby się premier Harper; mają też znacznie skuteczniejszą broń - sądy. 

Reklama

Northern Gateway ma być liczącym prawie 1,2 tys. km rurociągiem, którym ropa z piasków bitumicznych Alberty płynęłaby do zachodnich wybrzeży Kanady i następnie byłaby eksportowana do Azji. Wartość tego projektu, który chce realizować firma Enbridge, szacuje się na prawie 8 mld dolarów kanadyjskich.

W grudniu 2013 roku grupa doradców rządu zaopiniowała pozytywnie ten projekt, opatrując go jednak ponad 200 warunkami związanymi z bezpieczeństwem i respektowaniem praw Indian.

Problem jednak polega na tym, że Indianie, przez których tereny miałby przebiegać rurociąg, w większości nie chcą tego projektu. Ponad 130 plemion już w ubiegłym roku podpisało deklarację przeciw ropociągowi. Indianie odwołują się do haseł ekologicznych, a - jak wskazują badania socjologów - takie argumenty znajdują duży oddźwięk wśród Kanadyjczyków. Indianie otwarcie mówią po decyzji rządu federalnego, że będą walczyć o zatrzymanie budowy Northern Gateway zarówno w sądach, jak i organizując protesty i blokady. Niektórzy z nas pójdą do więzienia, bo tak będzie trzeba" - uważa wódz Phillip.

Pozytywna dla Northern Gateway decyzja nikogo nie zdziwiła. Jak można przeczytać w komentarzu Marilyn Slett, przywódczyni Indian Heiltsuk, na stronach Coastal First Nations, Indian z wybrzeża Kolumbii Brytyjskiej, "rząd jasno od początku projektu deklarował, że wyrazi zgodę nawet bez poparcia Pierwszych Narodów". Z drugiej strony Indianie uważają, że projekt i tak nie zostanie zrealizowany, ponieważ firmie Enbridge nigdy nie uda się sprostać nałożonym na nią warunkom.

Kontrowersyjny projekt nie ma żadnego wsparcia opozycji. Thomas Mulcair, lider NDP - głównej partii opozycyjnej w federalnym parlamencie, zapowiedział, że w razie wygranych wyborów wstrzyma budowę Northern Gateway. Podobną deklarację złożył Justin Trudeau, przywódca federalnych Liberałów. Zaś według doniesień mediów, wśród 21 konserwatywnych deputowanych z Kolumbii Brytyjskiej nie ma jedności w poparciu dla rurociągu. Co prawda Enbridge chciałby rozpocząć pracę w przyszłym roku, ale opozycyjni politycy uważają, że nie będzie to możliwe przed październikowymi wyborami.

Ponadto nawet rząd Kolumbii Brytyjskiej nie jest przekonany do bezpieczeństwa projektu, czemu wielokrotnie dawał wyraz. Minister środowiska prowincji Mary Polak powiedziała, że "stanowisko rządu się nie zmieniło i brzmi: nie".

Eksperci zwracają uwagę, że kanadyjskie organizacje ekologiczne mają korzenie w Kolumbii Brytyjskiej, więc ochrona środowiska nie jest dla mieszkańców prowincji pojęciem abstrakcyjnym. Tym bardziej, że to właśnie na pobliskim wybrzeżu Alaski w 1989 roku doszło do katastrofy tankowca Exxon Valdez. Według sondaży dwie trzecie mieszkańców prowincji jest przeciwnych nowemu ropociągowi. Zaś mieszkańcy Kitimat, gdzie miałby znajdować się port dla tankowców, w niedawnym referendum sprzeciwili się budowie terminalu przeładunkowego.

Kanadyjscy komentatorzy już wskazują, że sprawa Northern Gateway może stać się jedną z kluczowych kwestii w wyborach federalnych w 2015 roku, zaś organizacja Greenpeace skomentowała w swoim blogu: Harper wybrał walkę, której nie może wygrać.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje