MSZ Brazylii o planie prezydenta Wenezueli: To próba zamachu stanu

Wysunięty przez prezydenta Nicolasa Maduro plan przeprowadzenia wyborów do zgromadzenia obywatelskiego, które miałoby przyjąć nową konstytucję, to nic innego jak próba zamachu stanu – ocenił we wtorek szef brazylijskiej dyplomacji, Aloysio Nunes.

Szef brazylijskiego MSZ ustosunkował się do najnowszego pomysłu znajdującego się w coraz większych opałach prezydenta Wenezueli na Facebooku.

Reklama

W opublikowanym tam, na stronie resortu spraw zagranicznych, oświadczeniu Nunes zaznaczył, że "jest to kolejne pogwałcenie zasad demokratycznych i porządku konstytucyjnego w Wenezueli".

W jego ocenie prezydent Maduro zrobi wszystko, by w zgromadzeniu obywatelskim, które miałoby odegrać rolę konstytuanty, znaleźli się przedstawiciele kontrolowanych przez rząd organizacji. "Te zaś wystawią takich kandydatów, którzy przyjmą ustawę zasadniczą, jaka będzie pasować Maduro" - ocenił Nunes.

Maduro przedstawił pomysł zwołania konstytuanty w poniedziałek na wiecu w stolicy kraju Caracas, w którym uczestniczyli jego zwolennicy. W całej Wenezueli trwają akcje protestacyjne opozycji, która domaga się przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych przed końcem kadencji Maduro upływającej w grudniu 2018 roku.

"Nie chcę wojny domowej. Skorzystam z uprawnień konstytucyjnych, aby osiągnąć pokój, którego potrzebuje Republika, pokonać faszystowski zamach i umożliwić suwerennym ludziom uzyskanie pokoju, harmonii i prawdziwego dialogu narodowego" - powiedział Maduro.

Prezydent powołał się na artykuł konstytucji, który zezwala w wyjątkowych okolicznościach na reorganizację i zreformowanie wszystkich organów państwa. Z artykułu tego skorzystał w 1999 r. jego poprzednik Hugo Chavez po wyborze na urząd prezydenta.

Opozycja od razu oskarżyła Maduro o próbę zamachu na porządek konstytucyjny Wenezueli i utrzymania się przy władzy, mimo masowych protestów. Zdaniem przywódców opozycji, prezydent chce w ten sposób zmarginalizować obecny parlament, w którym opozycja ma większość.

Poniedziałek był kolejnym dniem wielotysięcznych demonstracji przeciwko rządom Maduro. Odbyły się one nie tylko w Caracas, ale we wszystkich większych miastach kraju. W Caracas policja użyła gazu łzawiącego, aby rozproszyć demonstrantów, którzy maszerowali w kierunku budynków rządowych w centrum miasta.

Doszło do starć, podczas których kilkanaście osób zostało rannych, w tym opozycyjny deputowany do parlamentu Jose Olivares.

Zorganizowany w Caracas przez władze "konkurencyjny" marsz z okazji święta 1 maja odbył się bez incydentów. Na ulice i główne arterie stolicy wyległy setki tysięcy osób.

Od początku kwietnia w starciach między zwolennikami obu stron zginęło już 29 osób, w tym - sierżant wenezuelskiej Gwardii Narodowej. Osoby te zostały zastrzelone. Kilkaset osób zostało rannych.

Według sondaży siedmiu na 10 Wenezuelczyków chciałoby odejścia Maduro ze stanowiska prezydenta kraju, który mimo bogatych złóż ropy naftowej jest pogrążony w głębokim kryzysie gospodarczym.

Problemy Wenezueli zaostrzyły się z powodu spadków cen tego surowca. Inflacja bije tam światowe rekordy i w tym roku według ocen Międzynarodowego Funduszu Walutowego przekroczy 750 proc. Występują dotkliwe braki podstawowych towarów, szerzy się przestępczość.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje