MSZ: Rząd rozważa odwołanie ws. nastolatki, której odmówiono aborcji

Rząd rozważa odwołanie od wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie nastolatki, której szpital w Lublinie odmówił legalnej aborcji - poinformował w czwartek w Sejmie wiceminister spraw zagranicznych Maciej Szpunar. Zaznaczył jednak, że podstawą ewentualnego odwołania nie będzie kwestionowanie stanu faktycznego.

Ostatecznie, po interwencji ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz, aborcja została przeprowadzona w placówce oddalonej ponad 500 km od miejsca zamieszkania dziewczyny.

Reklama

Szpunar odpowiadał na pytania Małgorzaty Sadurskiej i Jana Dziedziczaka (PiS).

Pod koniec października Trybunał w Strasburgu orzekł jednogłośnie, że w sprawie nastolatki z Lublina - która w 2008 r. zaszła w ciężę w wyniku czynu zabronionego, w związku z czym miała prawo do legalnej aborcji - Polska naruszyła trzy przepisy europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności: zakaz nieludzkiego i poniżającego traktowania, prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a także prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego.

Z tego powodu Polska musi wypłacić dziewczynie zadośćuczynienie w wysokości 30 tys. euro, a jej matce, która również była skarżącą w tej sprawie, 15 tys. euro. Oprócz tego Polska ma im zapłacić 16 tys. euro na pokrycie poniesionych kosztów i wydatków.

Szpunar poinformował, że rząd polski od początku kwestionował zasadność tej skargi, a obecnie rozważa odwołanie do Wielkiej Izby Trybunału. - Zwróciliśmy się o stanowisko w tej sprawie do Ministra Zdrowia - dodał.

Zaznaczył jednak, że podstawą ewentualnego odwołania nie będzie kwestionowanie stanu faktycznego - posłowie zadający pytania sugerowali, że ciąża nie była wynikiem gwałtu, a czyn zabroniony polegał na tym, że doszło do stosunku z dziewczyną, która miała 14 lat. Szpunar przypomniał, że w tym wypadku prokurator wydał stosowne zaświadczenie, które było podstawą do przeprowadzenia legalnej aborcji.

- Nikt nie został ukarany, wszystkie postępowania w tej sprawie zostały umorzone, ale to, że je umorzono, nie przesądza, czy mieliśmy do czynienia z czynem zabronionym - zaznaczył.

Dziewczyna zaszła w ciążę w wieku lat 14, a więc w wyniku czynu zabronionego (stosunek seksualny z osobą poniżej 15. roku życia jest czynem zabronionym, bez względu na wiek sprawcy). Jednak szpitale w kilku miastach odmówiły wykonania legalnego zabiegu przerwania ciąży, pomimo decyzji dziewczyny i jej matki.

W tej sprawie nie została zachowana tajemnica lekarska, tożsamość pacjentki i jej matki została ujawniona; w konsekwencji pojawiły się naciski ze strony środowisk katolickich oraz organizacji pro-life. Dziewczyna decyzją sądu została umieszczona w pogotowiu opiekuńczym po to, aby oddzielić ją od matki, odmawiano jej podstawowych informacji na temat jej praw. Izolację od matki tłumaczono koniecznością dania dziewczynce szansy na zrozumienie swojej sytuacji i podjęcie decyzji. Ostatecznie, po interwencji ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz, aborcja została przeprowadzona w placówce oddalonej ponad 500 km od miejsca zamieszkania dziewczyny.

W skardze do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dziewczyna i jej matka skarżyły się przede wszystkim na utrudnienia w przeprowadzeniu aborcji, ale także na to, że lubelski szpital publicznie informował o historii dziewczyny oraz że dziewczynę pozbawiono opieki matki, umieszczając ją w pogotowiu opiekuńczym.

Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Polska naruszyła przepisy europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Trybunał podkreślił w wyroku, że celem konwencji jest gwarantowanie praw, które nie są teoretyczne czy iluzoryczne, lecz są stosowane w praktyce i są skuteczne. Skoro Polska przyjęła rozwiązania pozwalające w pewnych sytuacjach na aborcję, to nie może następnie ograniczać realizacji tego prawa - orzekł Trybunał, przywołując wcześniejszy wyrok w sprawie Alicji Tysiąc.

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje