Na finiszu kampanii wyborczej Erdogan obiecuje "nową Turcję"

Na ostatnim wiecu przed wyborami prezydenckimi premier Turcji Recep Tayyip Erdogan powtórnie zapowiedział "stworzenie nowej Turcji". Erdogan, niekryjący chęci wzmocnienia prezydenckiego urzędu i oskarżany o autorytarne zapędy, uchodzi za faworyta głosowania.

- Jeśli Bóg da, jutro powstanie nowa Turcja. Po raz kolejny silna Turcja powstaje z popiołów - mówił Erdogan w miejscowości Konya, na południu kraju.

Według sondaży 60-letni Erdogan, szef islamsko-konserwatywnej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), już w pierwszej turze zdobędzie wymaganą absolutną większość. W wyborach zmierzy się z dwoma rywalami. Pierwszy z nich to wystawiony przez dwa największe ugrupowania opozycyjne 70-letni Ekmeleddin Ihsanoglu, były sekretarz generalny Organizacji Współpracy Islamskiej. Drugi kontrkandydat Erdogana to 41-letni Kurd Selahattin Demirtas, nominowany przez kurdyjską Ludową Partię Demokratyczną HDP. Sondaże nie dają mu większych nadziei na sukces.

Reklama

Erdogan jednoznacznie wskazywał, że jeśli zostanie prezydentem, nie tylko będzie korzystał ze wszystkich kompetencji gwarantowanych przez konstytucję, ale doprowadzi do uchwalenia nowej ustawy zasadniczej, która jeszcze wzmocni jego urząd. W 2015 roku Turcję czekają wybory parlamentarne, w których AKP jest faworytem. Jeśli uda się jej zdobyć zdecydowaną większość w parlamencie, będzie mogła z łatwością przegłosować zmiany w konstytucji i dać więcej władzy Erdoganowi.

W przeciwieństwie do premiera Ihsanoglu twierdzi, że zamierza ograniczyć urząd prezydencki do funkcji ceremonialnych, jak ustępujący szef państwa Abdullah Gul.

Opozycja zarzuca Erdoganowi, że do sfinansowania swojej kampanii wyborczej wykorzystał pieniądze rządu. Od takiej krytyki nie powstrzymała się nawet państwowa telewizja TRT, która w okresie kampanii wyborczej poświęciła Erdoganowi znacznie więcej czasu antenowego niż jego rywalom.

Jeśli Erdogan wygra, będzie musiał zrezygnować z funkcji przewodniczącego AKP - w Turcji prezydent nie może być związany z żadną partią polityczną w czasie piastowania urzędu. AKP z kolei będzie musiała poszukać następcy na stanowisku szefa rządu. Do niedawna głównym kandydatem był dotychczasowy prezydent, wieloletni przyjaciel Erdogana i współtwórca AKP. Jednak kilka tygodni temu Gul oświadczył, że nie odpowiada mu scenariusz zamiany miejsc typu Putin-Miedwiediew. Obecnie na giełdzie nazwisk wymienianych jest kilku kandydatów, w tym obecny minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu.

W niedzielę po raz pierwszy Turcy będą wybierać prezydenta w wyborach bezpośrednich; wcześniej szefa państwa wyłaniał parlament. Jeśli żaden kandydat nie zdobędzie absolutnej większości głosów w pierwszej turze, druga odbędzie się 24 sierpnia. Kadencja Gula dobiega końca 28 sierpnia. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje