Naukowcy alarmują: Poziom wód w oceanach może podnieść się o ponad pięć metrów

Lodowce we wschodniej części Antarktydy wcale nie są tak stabilne jak dotąd przypuszczano – wynika z najnowszych bań opublikowanych w piśmie naukowym "Nature". Tamtejsza lodowa pokrywa zawiera w sobie tak dużo wody, że gdyby doszło do jej topnienia, wiele miast świata usytuowanych na wybrzeżach zniknęłoby z powierzchni ziemi.

Dotychczas naukowcy uważali, że głównym problemem, związanym z postępującym ocieplaniem się klimatu, jest kurczenie się lodowców na Grenlandii i w zachodniej części Antarktydy.

Reklama

Z najnowszych badań wynika jednak, że również wschodnia część Antarktydy może być mniej odporna na postępujące zmiany niż sądzono dotychczas.

Zespół badaczy skoncentrował się na sprawdzeniu regionu Sabrina Coast we wschodniej Antarktydzie. "Tylko w tym regionie jest wystarczająco dużo lodu, by po jego stopnieniu podnieść globalnie poziom wód w oceanie o 5 metrów" - powiedziała dr Amelia Shevenell, badaczka z University of South Florida.

Z analizy naukowców wynika, że około sześć milionów lat temu pokrywa lodowa we wschodniej części Antarktydy przeszła okres niestabilności, a topniejący lodowiec wytwarzał ogromne ilości wody. Jednak, sytuacja się unormowała.

Teraz, zdaniem naukowców, postępujące ocieplenie klimatu może doprowadzić do "powtórki z historii".

"Połączenie ocieplania atmosfery z coraz wyższą temperaturą wody w oceanie może spowodować dramatyczną utratę masy lodowej" - mówi w rozmowie z "The Independent" badaczka Amelia Shevenell.

Nieco bardziej sceptyczni są jednak naukowcy niezaangażowani w badania. Jak przekonuje Andrew Shepherd z Uniwersytetu w Leeds, badania zmienią podejście do postrzegania zmian klimatycznych, ale nie należy panikować.

W jego ocenie wykazano, że topnienie lodowców wschodniej Arktyki jest możliwe, ale nie nieuniknione.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje