Niemcy: Awantura o Henry'ego Kissingera - orędownik pokoju czy zbrodniarz wojenny?

Nazwanie im. Kissingera katedry na uniwersytecie w Bonn wywołało burzę. Renomowani niemieccy naukowcy i studenci protestują. Równie kontrowersyjne jak osoba Kissingera jest finansowanie przedsięwzięcia przez MON.

W 90. urodziny Henry'ego Kissingera, w maju 2013 roku rząd Niemiec podjął decyzję o utworzeniu na uniwersytecie w Bonn katedry prawa międzynarodowego i stosunków międzynarodowych imienia amerykańskiego dyplomaty. Kissinger jest politykiem, który "znacząco przyczynił się do polityki pokoju i odprężenia, do bezpieczeństwa i rozbrojenia na świecie", głosiło uzasadnienie decyzji. Na arenie międzynarodowej były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA i sekretarz stanu jest jednak kontrowersyjną postacią.

Reklama

Katedra fundowana im. Kissingera ma być finansowana przez pięć lat kwotą 250 tys. euro rocznie przez niemieckie Ministerstwo Obrony i kwotą 50 tys. euro przez MSZ. W historii RFN jest to pierwszy przypadek niemal całkowitego finansowania katedry przez Ministerstwo Obrony. Do tej pory ministerstwo wspierało tylko projekty badawcze i dwie uczelnie Bundeswehry w Monachium i Hamburgu.

Studenci się bronią

- Badania i nauka muszą być naszym zdaniem niezależne - mówi Lukas Mengelkamp z inicjatywy "Cywilna uczelnia Bonn". W uruchomionej przez siebie kampanii studenci zebrali ponad 1000 podpisów przeciw utworzeniu katedry im. Kissingera. Mengelkamp i inni studenci obawiają się zbytniego wpływu resortu obrony. Niedawno, bo w ubiegłym roku, w ogniu krytyki znalazło się kilka niemieckich uczelni, które według doniesień "Sueddeutsche Zeitung" i rozgłośni NDR korzystały z dotacji MON na niektóre prace badawcze. Fundator może decydować jedynie o nazwie, broni stanowiska uczelni w Bonn jej rzecznik Andreas Archut. - Ministerstwo Obrony Niemiec jest wyłącznie sponsorem i nie ma wpływu ani na treści wykładów, ani na obsadę profesury - argumentuje Archut.

Naukowcy: Kissinger jest zbrodniarzem wojennym

- Uważam za osobliwe nazwanie katedry imieniem Kissingera. Za jeszcze bardziej osobliwe uważam finansowanie jej przez Ministerstwo Obrony - mówi niemiecko-francuski publicysta i politolog Alfred Grosser. - Uważam Kissingera za zbrodniarza wojennego - uzupełnia. Grosser, jako jeden z pierwszych, podpisał "List otwarty“, w którym renomowani naukowcy sprzeciwiają się powołaniu do życia katedry im. Kissingera. Wśród ponad stu sygnatariuszy listu znaleźli się m.in. Wolfgang Merkel, Elmar Altvater czy polityk SPD, były minister kultury Dolnej Saksonii Rolf Wernstedt. Ich protest sprawił, że spór wokół katedry im. Kissingera ogarnął całe Niemcy. Autorzy listu zarzucają laureatowi Pokojowej Nagrody Nobla, że ponosi odpowiedzialność za zbrodnie wojenne i tolerował lub wspierał ciężkie przypadki naruszenia praw człowieka.

Były sekretarz stanu w amerykańskim MSZ otrzymał w 1973 roku Pokojową Nagrodę Nobla razem z Le Duc Tho, politykiem i dyplomatą, przedstawicielem komunistycznego Wietnamu Północnego. - Wydaje mi się, że niezasłużenie. Od czasu udostępnienia akt przez CIA i Departament Stanu USA jest jasne, jak straszne rzeczy działy się za czasów Kissingera - argumentuje politolog Grosser. Sygnatariusze listu otwartego krytykują między innymi wkład Kissingera w bombardowanie Kambodży i Laosu podczas wojny w Wietnamie.

Naruszanie praw człowieka jako sekretarz stanu

Kontrowersyjna polityka Kissingera była tematem licznych publikacji. Niemiecki politolog Bernd Greiner w książce "War Without Fronts" (Wojna bez frontów: USA i Wietnam) przypisuje Kissingerowi istotną rolę w przedłużeniu wojny w Wietnamie. Krytycznie pisał też o nim William Shawcross w głośnej książce "Sideshow: Kissinger, Nixon and the Destruction of Cambodia". Christopher Hitchens oskarża noblistę w "Aktach Kissingera" o szereg hańbiących czynów w Wietnamie, Laosie, na Cyprze, we Wschodnim Timorze, Pakistanie i Chile. Uważany za skandalistę Hitchens chętnie widziałby Kissingera przed sądem za tolerowanie przez niego łamania praw człowieka za dyktatury Pinocheta. - Tworząc katedrę imienia Kissingera, pomija się stan wiedzy naukowców i naukowcy muszą poczuć się dotknięci - podsumowuje emerytowany profesor socjologii Klaus Meschkat, inicjator listu otwartego. W 1973 roku wykładał w Chile, kiedy przy pomocy USA junta generała Augusto Pinocheta obaliła demokratycznie wybrany, socjalistyczny rząd Salvadora Allende. Meschkat został wówczas aresztowany, ale miał szczęście, bo w przeciwieństwie do wielu innych, jako Niemcowi, pozwolono mu opuścić kraj.

Kissinger pomógł Pinochetowi w przejęciu władzy

- Czuję się szczególnie dotknięty tym, że jeden z głównych odpowiedzialnych za amerykańską interwencję w Chile skierowaną przeciw chilijskiej demokracji, honorowany jest w Niemczech katedrą fundowaną - mówi Meschkat. Nikt nie wątpi w zasługi Kissingera, ale przymykanie oczu na jego kontrowersyjną, udokumentowaną naukowo politykę, jest trudne do zrozumienia, uważa socjolog.

USA wsparło pucz w Chile, w latach zimnej wojny widziało bowiem w polityce prezydenta Allende zagrożenie. Stany Zjednoczone uzasadniają swoją interwencję w Chile obroną przed komunizmem w Ameryce Południowej. Henry Kissinger miał zapewnić Pinocheta, który po przejęciu władzy konsekwentnie łamał prawa człowieka, że: "Oddał Pan Zachodowi wielką przysługę".

Przez jednych podziwiany jako strateg z polityczną dalekowzrocznością, przez innych zwalczany jako zimny polityk realny - Kissinger polaryzuje. Także kierownictwo uczelni w Bonn jest tego świadome. Niezależnie od krytyki obstaje jednak przy swojej decyzji i niebawem zamierza podać do wiadomości, kto w nadchodzącym zimowym semestrze obejmie stanowisko kierownika katedry imienia H. Kissingera.

Annika Zeitler / Elżbieta Stasik, red. odp.: Iwona D. Metzner/Redakcja Polska Deutsche Welle


Dowiedz się więcej na temat: Henry Kissinger

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje