Niemcy: Biedni i bezrobotni nie wybierają władz

W życiu politycznym Niemiec uczestniczą jedynie wyższe i średnie warstwy społeczeństwa, podczas gdy biedni, gorzej wykształceni i bezrobotni nie biorą udziału w wyborach, pozbawiając się wpływu na skład parlamentu - wynika z raportu fundacji Bertelsmanna.

Autorzy opublikowanego w czwartek raportu przebadali postawy mieszkańców 28 dużych miast i 640 okręgów wyborczych.       

Reklama

W wyborach do Bundestagu 22 września br. frekwencja wyniosła 71,5 proc., co oznacza, że 17 mln obywateli Niemiec nie poszło do urn. Dokładniejsza analiza wykazała ogromne różnice postaw w obrębie poszczególnych miast.       

W bogatej dzielnicy Kolonii Hahnwald w wyborach uczestniczyło 89 proc. uprawnionych, natomiast w uważanej za znacznie gorszą dzielnicy Chorweiler tylko 42 proc. - czytamy w raporcie. Stopa bezrobocia w Hahnwald wynosi 1 proc., a w Chorweiler 19 proc. - podkreślają autorzy. Alarmują, że dystans między polityczną aktywnością mieszkańców bogatych i biednych dzielnic stale się powiększa.       

Podobne dysproporcje występują we wszystkich badanych miastach. W dzielnicach Hamburga, w których frekwencja była niska mieszka 36 razy więcej osób o niskich dochodach, dwa razy tyle osób, które nie ukończyły szkoły, i pięć razy więcej bezrobotnych niż w dzielnicach z wysoką frekwencją.       

 Identyczne procesy można zaobserwować na obszarach wiejskich. W 1998 roku różnica między najwyższą a najniższą frekwencją w okręgach wyborczych wynosiła 19,1 punktów procentowych. W tym roku wzrosła do 29,5 punktów procentowych.       

Celem powojennych rządów RFN, zarówno CDU, jak i SPD, było oparte na socjalnej gospodarce rynkowej niwelowanie różnic społecznych. Tymczasem, jak wskazują autorzy raportu, "niemiecka demokracja jest pod względem socjalnym rozwarstwiona - uczestniczą w niej jedynie dwie trzecie społeczeństwa". Ich zdaniem nie należy oczekiwać odwrócenia tej niekorzystnej tendencji. Wręcz przeciwnie, proces tworzenia "dobrych" i "złych" dzielnic pogłębia się, zgodnie z zasadą "swój ciągnie do swego".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy