Niemcy: Policja zajmowała się terrorystą, jej szef brał prywatne zlecenia

Szef wydziału ds. islamizmu w berlińskiej policji Axel B. przyjmował prywatne zlecenia w czasie, gdy skarżące się na przeciążenie pracą służby zaprzestały obserwacji Anisa Amriego, który dokonał zamachu w stolicy Niemiec pod koniec 2016 roku - pisze "Tagesspiegel". Axel B. mimo wszystko dostał awans - teraz jest szefem innej jednostki.

W 2016 roku Axel B. spędził łącznie 36 dni na wykonywaniu prywatnych zleceń - wynika z ustaleń przytoczonych w czwartek przez dziennik "Tegesspiegel" za internetowym wydaniem tygodnika "Die Zeit", który jako pierwszy informował o sprawie w środę.

Reklama

Z ustaleń tych wynika, że Axel B. wielokrotnie realizował niezwiązane ze swym stanowiskiem prywatne zlecenia w różnych miastach, np. wygłaszając referaty o zarządzaniu w sytuacjach kryzysowych, m.in. w kwietniu, lipcu i wrześniu 2016 roku, a więc w czasie, gdy w sprawie Amriego podejmowane były kolejne decyzje, które ostatecznie doprowadziły do tego, że służby przestały się interesować islamistą.

Amri "zniknął z radarów"

"Właśnie w tym okresie, od lutego do września 2016 roku, w podległym B. wydziale narastał największy możliwy kryzys" - podkreśla "Tagesspiegel". Przypomina, że berliński LKA monitorował dwa telefony komórkowe Amriego i odnotował, że Amri zaczął handlować narkotykami, a mimo to w lipcu policja zakończyła obserwację podejrzanego już po kilku tygodniach, a we wrześniu zaprzestała przejmowania pochodzących od niego danych telekomunikacyjnych.

Referentka wydziału LKA sporządziła jeszcze obszerny raport dokumentujący przestępstwa popełnione przez Amriego w związku z handlem narkotykami, jednak jej zwierzchnicy nie wyciągnęli z tego żadnych wniosków i w rezultacie "sprawa Amriego zniknęła z radarów służb" - podkreśla dziennik. Kilka miesięcy później, w grudniu 2016 roku, Amri przeprowadził zamach terrorystyczny na jednym z berlińskich jarmarków bożonarodzeniowych.

Policja zaznaczyła, że Axel B. miał pozwolenie od przełożonych na przyjmowanie dodatkowych zleceń, wykonywał je w weekendy i dni wolne od pracy, a kierownictwa "zasadniczo nie interesuje, co pracownicy robią w czasie wolnym". Z drugiej strony - podkreśla "Tagesspiegel" - ustawa o statusie urzędników państwowych przewiduje, że mają oni wykonywać swe obowiązki zawodowe "z pełnym osobistym zaangażowaniem".

"Niekontrolowany upadek" policji?

Tymczasem w przesłuchaniach przed parlamentarną komisją śledczą, która ma zbadać zaniedbania służb w sprawie Amriego, przedstawiciele berlińskiego LKA skarżyli się na przeciążenie pracą w czasie poprzedzającym zamach. Problem ten zgłaszano wielokrotnie w skargach i w rozmowach z przełożonymi. Pytani o Axela B. przesłuchiwani policjanci opisywali go jako kompetentnego, zaangażowanego i obowiązkowego. Obecnie B. po awansie jest szefem innej jednostki w berlińskim LKA.

Jednak "między wierszami daje się słyszeć bardzo wyraźna krytyka policyjnego szefostwa" - ocenia "Tagesspiegel". Według jednego ze śledczych "policja przeżywa niekontrolowany upadek", decyzje personalne podejmowane są chaotycznie, a szefostwo policyjne "jest najsłabsze od 1948 roku".

Pochodzący z Tunezji terrorysta Anis Amri 19 grudnia 2016 roku zastrzelił w Berlinie polskiego kierowcę Łukasza Urbana i wjechał jego 40-tonową ciężarówką na świąteczny jarmark w centrum miasta, zabijając 11 osób i raniąc ponad 70. Zdołał zbiec do Włoch, gdzie w cztery dni po zamachu zginął w czasie wymiany ognia z policją.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje