Niemcy: Takiego apelu nie było od czasu zimnej wojny. "Nie panikujcie!" [KOMENTARZ]

Mieszkańcy Niemiec mają zaopatrzyć się w żywność na wypadek wojny - apeluje niemieckie MSW. To brzmi jak za czasów zimnej wojny, wywołuje niepokój, ale tak naprawdę to nic nadzwyczajnego, a na pewno nie powód do paniki.

Zwracanie uwagi na zagrożenia to obowiązek każdego ministra spraw wewnętrznych. Od dekad politycy ci zajmują się tworzeniem scenariuszy katastrof i związanymi z nimi środkami zaradczymi - najlepiej w wersji XXL, nawet jeśli są one w oczywisty sposób niezgodne z konstytucją.

Wolfgang Schäbule chciał na przykład umieścić w stosownej ustawie zapis o możliwości zestrzelenia samolotu pasażerskiego porwanego przez terrorystów. Hans-Peter Friedrich wynalazł "superfundamentalne prawo do bezpieczeństwa", które jakoby wyrastało ponad wszystkie inne prawa podstawowe.

Reklama

Nierzadko politycy zabawiają się w kalkulację, według której szef MSW może bardzo dużo stracić, jeśli rzeczywiście coś się wydarzy, ale niewiele zyskać, jeśli będzie siedział cicho. Czy takie myślenie rzeczywiście służy podniesieniu standardów bezpieczeństwa? Na pewno rzadko kiedy bywało przedmiotem debaty. Bezpieczeństwo to przecież raczej subiektywne uczucie.

Wycieczki na terytorium populistów

Thomas de Maiziere jest w pod tym względem bardziej umiarkowany. Ale i on od czasu do czasu wkracza na terytorium populistów.

Wtedy grzmi w telewizji na uchodźców, którzy jeżdżą taksówkami. I wraz z szefami MSW z innych krajów związkowych wysuwa listę żądań, o których sam wie, że są nierealne. Albo stwierdza przed kamerami, że lepiej nie będzie mówił o całym rozmiarze zagrożeń, bo w przeciwnym razie obywatele nie zmrużyliby oka. W takich sytuacjach rzadko kiedy wypada w sposób przekonujący. De Maiziere ma talent do rzucania świec dymnych, i to akurat wtedy, kiedy chciałby akurat rzucić świecę sygnałową.

Czy w przypadku koncepcji obrony cywilnej opracowanej przez jego resort, w którym wzywa się mieszkańców do gromadzenia zapasów żywności na przypadek wojny, mamy do czynienia z taką świecą dymną?

Czy nie układa się to w jedną całość z opracowanym niedawno wraz z szeryfami z MSW krajów związkowych katalogiem kroków wymierzonych w terrorystów? Czy i w tym tygodniu trzeba dołożyć paliwa do pieca? Czy czasem ktoś nie ma ochoty na pograć sobie na klawiaturze strachu, jak przypuszcza opozycja?

Abstrakcyjne zagrożenie

Raczej nie. Wezwanie mieszkańców, by gromadzili zapasy żywności są od dawien dawna elementem wszystkich planów na wypadek katastrof. Stosowny urząd nie od dziś zamieszcza na swojej stronie internetowej porady, co należałoby mieć w piwnicy, gdyby na dwa tygodnie załamała się cała infrastruktura.

Dla dzisiejszych mieszkańców Niemiec to coś tak abstrakcyjnego jak np. berliński most powietrzny z 1948 roku, kiedy to rzeczywiście po raz ostatni w Niemczech Zachodnich doszło do prawdziwego impasu w zaopatrzeniu. Dziś ta nowa koncepcja obrony cywilnej nie wywoła inwazji na supermarkety. Najwyżej wydłuży przez chwilę kolejki przy kasie.


Mathias Bölinger

tł. Bartosz Dudek


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje