Nowe zasady elektronicznej inwigilacji obcokrajowców

Na tydzień przed wizytą kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Waszyngtonie administracja USA ogłosiła we wtorek zaostrzenie niektórych zasad stosowanych w masowej inwigilacji elektronicznej prowadzonej przez wywiad USA, tak by zwiększyć ochronę danych obcokrajowców.

To kolejny etap reformy wywiadowczych programów inwigilacji, ogłoszonej rok temu przez prezydenta Baracka Obamę w odpowiedzi na burzę, jaką wywołały informacje ujawnione przez byłego współpracownika Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) Edwarda Snowdena. Przecieki te pokazały, że NSA na masową skalę zbiera dane telefoniczne i internetowe zarówno obywateli USA, jak i obcokrajowców, w tym przywódców państw sojuszniczych.

Reklama

We wtorek biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego USA (DNI) ogłosiło zmiany dotyczące tego, jak FBI, CIA oraz inne służby amerykańskiego wywiadu mają postępować z zebranymi danymi. Komentatorzy nie mają wątpliwości, że ma to związek z zaplanowaną na 9 lutego wizytą Merkel w Białym Domu.

Zgodnie z już obowiązującymi zasadami dane dotyczące komunikacji Amerykanów (np. uzyskane z Facebooka, produktów Apple, Google czy innych amerykańskich firm) muszą być natychmiast niszczone, "jeśli okażą się bezwartościowe dla celów wywiadowczych".

Dane dotyczące komunikacji elektronicznej obcokrajowców nie podlegały takiej ochronie i mogły być przetrzymywane w nieskończoność. Teraz mają być niszczone po pięciu latach.

Ponadto nowe zasady nakładają na administrację obowiązek przeprowadzania regularnego, corocznego przeglądu sposobu, w jaki służby wywiadowcze USA monitorują zagranicznych przywódców. Obama już rok temu publicznie zakończył program podsłuchiwania niemieckiej kanclerz, tłumacząc przy tym, że nie był świadomy jego istnienia. Ujawnienie programu przez media doprowadziło niemal do kryzysu w relacjach amerykańsko-niemieckich.

Dziennik "New York Times", który jako pierwszy doniósł we wtorek o zmianach w programach inwigilacji, przypomina, że do czasu publikacji przecieków Snowdena Biały Dom nie sprawdzał, czy podsłuchiwanie liderów przez wywiad USA było w ogóle warte potencjalnych szkód, jakie wiązałyby się z ich ujawnieniem.

Biały Dom nigdy nie ogłosił publicznie, jakich jeszcze przywódców, poza Merkel, podsłuchiwał wywiad USA. Media wskazywały na podstawie dokumentów Snowdena, że NSA monitorowała rozmowy telefoniczne aż 35 niewymienionych z nazwiska "światowych liderów". Poza szefową niemieckiego rządu wskazywano przywódców Meksyku i Brazylii; jak sugeruje "NYT", dotyczące ich programy są najpewniej kontynuowane. 

Administracja USA wciąż nie wdrożyła głównego elementu obiecanej przez Obamę reformy, a mianowicie "zakończenia" przechowywania danych telefonicznych "w obecnej formie", czyli przez NSA. Obama mówił, że dane będą nadal zbierane, ale analitycy wywiadu będą mieli do nich ograniczony dostęp.

Chodzi o budzący największe kontrowersje program prowadzony przez NSA, polegający na masowym gromadzeniu metadanych połączeń telefonicznych Amerykanów (czyli informacji o tym, między jakimi numerami, gdzie, kiedy i jak długo prowadzona była rozmowa). Eksperci zarekomendowali Obamie, by dane takie były przechowywane przez firmy telekomunikacyjne lub inną stronę trzecią, a nie NSA. Jak dotąd nie wypracowano porozumienia w tej sprawie.

Już rok temu Obama obiecywał też "zwiększenie ochrony" danych obcokrajowców w ramach programu wywiadowczego, który umożliwia inwigilację komunikacji elektronicznej prowadzonej przez przebywających poza USA cudzoziemców, jeśli ma to kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa kraju. W przeciwieństwie do obywateli USA nie mają oni nawet gdzie złożyć skargi, jeśli uznają, że NSA przekroczyła swe kompetencje.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: inwigilacja | Barack Obama

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje