Obama ws. Syrii: Możliwa opcja dyplomatyczna i wojskowa

Prezydent Barack Obama powiedział w czwartek, że zastrzega sobie prawo do wykorzystania różnych środków, zarówno dyplomatycznych, jak i wojskowych, jeśli otrzyma mocne dowody potwierdzające użycie przez siły prezydenta Syrii Baszara el-Asada broni chemicznej.

Na wspólnej konferencji prasowej z premierem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem Obama powiedział, że istnieją dowody na wykorzystanie broni chemicznej w Syrii. Zastrzegł jednak, że przed podjęciem decyzji w sprawie odpowiedzi konieczne jest "uzyskanie bardziej konkretnych informacji", które by to potwierdzały.

Prezydent Obama zapewnił, że USA będą pracować z Turcją, by wywierać presję na reżim Asada i jednocześnie pomagać opozycji. "Będziemy dalej wspólnie pracować na rzecz Syrii wolnej od tyranii Asada" - powiedział.

Reklama

"Im szybciej Asad odejdzie tym lepiej. Nie ma magicznej formuły jak tego dokonać" - przyznał Obama. Wyraził wiarę w skuteczność rozmów pokojowych w Genewie z udziałem Rosji. Jednocześnie zapewnił, że wszystkie opcje są możliwe. "Zachowuję sobie prawo do dodatkowych kroków, zarówno dyplomatycznych jak i wojskowych, gdyż użycie broni chemicznej w Syrii zagraża w dłuższej perspektywie także naszemu bezpieczeństwu, naszych sojuszników i przyjaciół" - powiedział.

Erdogan przyznał, że Syria zdominowała rozmowy obu liderów. Komentatorzy przewidywali, że premier Turcji wykorzysta wizytę w Waszyngtonie, by apelować o większe zaangażowanie USA w rozwiązanie syryjskiego konfliktu, który zagraża rozszerzeniu się na Turcję.

Publicznie na konferencji prasowej przywódcy obu państw demonstrowali pełną zgodność. Żaden z liderów nie zaproponował niczego nowego, ani nie ujawnił jakiś nowych informacji na temat tego, czy USA lub inny kraj planują dostarczyć broń syryjskim rebeliantom.

Poza większym zaangażowanie USA w rozwiązanie konfliktu, Turcja liczy też na pilną pomoc w kwestii uchodźców syryjskich, którzy uciekają do Turcji przed działaniami wojennymi w ich kraju. Ich stale rosnącą liczbę szacuje się już na 400 tys. Do końca roku ma ich być nawet milion.

Obama obiecał, że USA pomogą Turcji w sprostaniu wyzwania jakim są uchodźcy kontynuując dostarczanie żywności, leków, czy namiotów. Ale jak informował "Washington Post" Turcja chciałaby też, by Stany Zjednoczone i kraje Unii Europejskiej przyjęły do siebie znaczną liczbę uchodźców. Rząd Turcji jest gotów zorganizować nawet własny transport, ale póki co - jak przyznały źródła "Washington Post" w Ankarze - żaden kraj nie wyraził gotowości.

Jak zauważa analityk Rady Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relation) Steven Cook, "Turcja nie odgrywa już roli stabilizującej w regionie, ale jest częścią regionalnego konfliktu, zwłaszcza w Syrii".

"Dziś to Turcja prosi o natychmiastową interwencję międzynarodowej społeczności a USA uprawiają dyplomatyczną strategię negocjacji" - uważa z kolei turecki ekspert Kerim Balci. Zdaniem eksperta Turcja, zaatakowana przez syryjski terroryzm, najpewniej poprosi NATO o "parasol ochronny", by zabezpieczyć swą granicę z Syrią poprzez ustanowienie strefy buforowej. "Amerykanie najpewniej będą przeciwni temu pomysłowi twierdząc ze nie można ignorować stanowiska i wpływów rosyjskich w regionie" - zauważa ekspert.

Dowiedz się więcej na temat: USA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje