Oburzenie i krytyka po decyzji Trumpa ws. G7

Zdaniem czołowych kongresmenów z obu partii politycznych decyzja prezydenta Donalda Trumpa o wycofaniu poparcia USA dla końcowego komunikatu ze szczytu G7 prowadzi do osłabienia sojuszy Stanów Zjednoczonych.

Republikański senator John McCain, w reakcji na wycofanie przez prezydenta Trumpa poparcia dla końcowego komunikatu szczytu G7, zapewnił na Twitterze "sojuszników Ameryki", że "Ameryka jest razem z nimi, nawet jeśli nasz prezydent nie jest."

McCain przekonywał, że "większość Amerykanów z obu partii nadal opowiada się za wolnym handlem, globalizacją i popiera sojusze oparte na 70-letnim wspieraniu wspólnych wartości".

Reklama

Stanowisko senatora Johna McCaina, który zawsze miał opinię polityka niekonwencjonalnego i często nie zgadzał się z oficjalną linią partii, poparł jego długoletni sojusznik i bliski przyjaciel senator Lindsay Graham, ceniony po obu stronach Senatu Republikanin ze stanu Karolina Południowa.

Senator Graham, występując w telewizji ABC, bez ogródek stwierdził, że propozycja Trumpa, aby ponownie przyjąć Rosję do G7, grona najbardziej uprzemysłowionych demokracji świata, "jest pomyłką".

"Nie ma cienia wątpliwości, że nigdy nie pozwolę na takie uprawomocnienie Rosji (jakim byłoby ponowne przyjęcie Rosji do G7 - PAP). Związek Sowiecki może upadł, jednak zło jakie reprezentował, nadal żyje i ma się dobrze w Rosji Putina. On (Putin - PAP) nie jest przyjacielem Stanów Zjednoczonych. Wszędzie działa w celu rozkładu demokracji, a nawet próbuje dokonać tego na naszym podwórku" - powiedział senator Lindsay Graham.

Amerykańscy komentatorzy zwrócili uwagę, że o ile nie jest zaskoczeniem krytyka wypowiedzi i zachowania prezydenta Trumpa przez senatorów Lindsaya Grahama i Johna McCaina, uchodzących za czołowych przedstawicieli "internacjonalistycznego" skrzydła Republikanów, o tyle dziwi milczenie przywódców Partii Republikańskiej. Zdaniem komentatorów jest to spowodowane obawą, że krytyka amerykańskiego prezydenta przez przedstawicieli jego własnej partii może osłabić jego pozycję podczas negocjacji w Singapurze z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem.

Wielu Republikanów, anonimowo cytowanych w amerykańskich mediach w poniedziałek, wyjaśniło swoje milczenie obawą, że Trump może się na nich zemścić i wycofać swoje poparcie dla nich w listopadowych wyborach do Kongresu.

Milczenie większości republikańskiej spowodowało, że Steve Schmidt, strateg GOP, konserwatywny komentator telewizji MSNBC, oskarżył swoich kolegów partyjnych o tchórzostwo.

"Trump skompromitował urząd prezydenta i Stany Zjednoczone podczas szczytu G7. Od swojego niechlujnego wyglądu, poprzez brak przygotowania, ignorancję i arogancję zrobił z siebie błazna" - napisał Steve Schmidt na Twitterze.

Podobnie jak Schmidt, w przeszłości doradca senatora Johna McCaina, przedstawiciele opozycyjnej Partii Demokratycznej nie przebierali w słowach w swojej krytyce zachowania i wypowiedzi Trumpa.

Oburzenie Demokratów na zachowanie prezydenta Trumpa i jego propozycję ponownego przekształcenia G7 w G8 tj. z udziałem Rosji, zdaniem konserwatywnej komentatorki dziennika "The Washington Post" Jennifer Rubin, "tym razem nawet sprawia wrażenie autentycznego".

Szefowa mniejszości Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi, mając na myśli nieoczekiwaną pomoc Trumpa dla kontrolowanego przez władze w Pekinie przedsiębiorstwa ZMT, oskarżonego o cyberataki na systemy informacyjne firm amerykańskich, napisała na Twitterze, że "ubiegły tydzień rozpoczął się od wsparcia przez Trumpa chińskiej firmy zidentyfikowanej jako zagrożenie dla interesów bezpieczeństwa USA, a skończył się poparciem dla Rosji i alienowaniem naszych sojuszników podczas szczytu G7".

Nancy Pelosi wtórował na Twitterze jej partyjny kolega i przywódca mniejszości demokratycznej w Senacie, senator Chuck Schumer. We wpisie na Twitterze zastanawiał się, czy zachowanie Trumpa podczas szczytu G7, nazwane "irracjonalnym" przez redakcję dziennika "The Washington Post", "było działaniem na rzecz interesów bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych czy też Rosji".

Wielu Demokratów polemizowało przy tym z Larrym Kudlowem, dyrektorem Narodowej Rady Ekonomicznej (National Economic Council) Białego Domu, który bronił wolty Trumpa podczas szczytu G7.

Kudlow, występując w niedzielę w programie telewizji CNN pokreślił, że przywódcy G7 przed spotkaniem prezydenta Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem, powinni "w geście solidarności" stanąć murem za amerykańskim prezydentem zamiast go krytykować i oskarżył premiera Kanady Justina Trudeau, że "wbił Stanom Zjednoczonym nóż w plecy."

Diane Feinstein, senator Partii Demokratycznej z Kalifornii, występując w tym samym co Kudlow programie telewizji CNN, podkreśliła, że "nie chodzi tylko o Trudeau". "Chodziło o naszych siedmiu sojuszników, naszych siedmiu najlepszych sojuszników. Wydaje mi się, że odmowa poparcia oświadczenia wyrażającego solidarność z wszystkim tym, za czym się opowiadamy i co szanujemy, jest poważną pomyłką" - powiedziała senator Diane Feinstein.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje