Od sześciu lat jest w śpiączce. Odłączą go od aparatury

Rada Stanu we Francji opowiedziała się za odłączeniem od aparatury podtrzymującej życie sparaliżowanego od prawie sześciu lat mężczyzny w śpiączce.

Rada Stanu jest najwyższym organem sądownictwa administracyjnego we Francji. Uznała ona, że lekarze mają prawo zaprzestać utrzymywania z "nieuzasadnionym uporem" przy życiu 38-letniego Vincenta Lamberta, który w wypadku motocyklowym w drodze do pracy w sierpniu 2008 roku doznał uszkodzenia mózgu i całkowitego paraliżu. Od tego czasu Lambert, były pielęgniarz psychiatryczny, jest w śpiączce; przebywa w szpitalu w Reims.

Reklama

Zdaniem jego lekarza, Erica Karigera, kierującego oddziałem opieki paliatywnej, Lambert "cierpi w wyniku nieodwracalnego uszkodzenia mózgu i nie można nawiązać z nim komunikacji żadnego rodzaju". 

Werdykt Rady Stanu zapadł po ostrej walce między żoną Lamberta, Rachel, która starała się za radą lekarzy o zgodę na odłączenie męża od aparatury utrzymującej go przy życiu, a jego rodzicami. W zeszłym roku na drodze sądowej usiłowali oni nie dopuścić do, jak to określili, próby zabójstwa "niepełnosprawnego". Rachel Lambert, wspierana przez część rodziny męża i lekarzy, uważa, że odłączenie go od aparatury byłoby zgodne z jego wolą.

Nieliczne kraje na świecie dopuszczają możliwość legalnej eutanazji lub wspomaganego samobójstwa. We Francji, której prezydent Francois Hollande w kampanii wyborczej w 2012 roku zapowiadał wprowadzenie nowych przepisów, ustawa z 2005 roku o prawach pacjenta i opiece nad chorymi terminalnie pozostawia niejasności, dopuszczając "eutanazję pasywną".

Tzw. prawo Leonettiego (od nazwiska deputowanego Jeana Leonettiego, autora ustawy o prawie pacjentów będących w końcowej fazie życia) eutanazji nie zalegalizowało, tylko wprowadziło zastrzeżenie, że leczenie pacjenta nie powinno być prowadzone z "nadmiernym uporem".

W zeszłym tygodniu rząd wyznaczył dwóch deputowanych, w tym Leonettiego, do przedstawienia do końca roku korekty tekstu ustawy dotyczącej nieuleczalnie chorych, uznawanego za niejasny, błędnie rozumiany i źle stosowany.

Rodzice Lamberta, praktykujący katolicy, jeszcze przed wtorkowym orzeczeniem Rady Stanu oświadczyli, że zwrócą się w trybie pilnym do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu z wnioskiem o orzeczenie na wypadek, gdyby francuscy sędziowie zawyrokowali wbrew ich woli.

Batalia sądowa w sprawie Lamberta i inne podobne wywołały we Francji na nowo debatę o prawie do eutanazji.

Według członka Rady Stanu Remy'ego Kellera we Francji co roku 25 tys. ludzi umiera po odłączeniu ich od aparatury medycznej. Na rozprawie w zeszłym tygodniu opowiedział się on za odłączeniem Lamberta od aparatury. Według niego Lambert, "utrzymywany sztucznie przy życiu, pogrążył się w nocy samotności i nieświadomości". Keller powołał się na ekspertyzę przeprowadzoną przez trzech lekarzy na wniosek Rady Stanu, stwierdzającą, że Lambert jest "w stanie wegetatywnym, całkowicie nieprzytomny".

Orzeczenia Rady Stanu, która opiniuje wszystkie projekty ustaw i dekretów autorstwa rządu, odgrywają olbrzymią rolę w praktyce ustrojowej. Do opinii Rady może, lecz nie musi zastosować się wyższa instancja sądowa. Wcześniej na wniosek rodziców Lamberta sąd nakazał kontynuowanie opieki.

Według ich adwokata Jeana Paillota wyrok opowiadający się za zaprzestaniem dalszej opieki stworzy w prawie francuskim "możliwość eutanazji".

Orzeczenie Rady Stanu w sprawie Lamberta zbiega się z procesem w Pau na południu Francji, w którym przed sądem odpowiada 53-letni lekarz oskarżony o otrucie w latach 2010-2011 siedmiu pacjentów zbliżających się do wyjątkowo bolesnej śmierci. Nicolasowi Bonnemaison zarzuca się przekroczenie zasad "eutanazji pasywnej". Jego prawnicy zapowiedzieli, że przekształcą proces w debatę o granicach eutanazji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje