ONZ: Rosną obawy, że konflikt syryjski wyleje się poza granice kraju

Jeśli konflikt w Syrii nie zostanie ugaszony, istnieje poważne ryzyko, że rozleje się on poza granice kraju i wstrząśnie Bliskim Wschodem - powiedział Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców Antonio Guterres w piątek, w dniu drugiej rocznicy syryjskiej rewolucji.

Prezydent Syrii Baszar el-Asad zagroził, że zaatakuje Liban. Do syryjskich powstańców dołączają młodzi ochotnicy z Tunezji i radykalni islamiści z innych krajów.  Syryjska wojna domowa może przerodzić się w konflikt międzynarodowy.

Reklama

- Jeśli do tego dojdzie, nie sposób będzie opanować humanitarnych i politycznych konsekwencji takiej katastrofy - powiedział Guterres.

Między Syrią a Libanem dochodzi coraz częściej do starć i w czwartek Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję, wyrażając "poważne zaniepokojenie" z powodu "powtarzających się incydentów" na zapalniej granicy.

Reżim Asada oskarża libańskich rebeliantów o szmuglowanie do Syrii broni i ułatwianie przekraczania granicy radykalnym islamskim bojownikom, których Damaszek określa jako terrorystów.

Syryjski wicepremier i minister spraw zagranicznych Walid el-Mualim zagroził w czwartek atakiem wymierzonym w "uzbrojone bandy" terrorystów na terytorium Libanu.

- Siły syryjskie reagują powściągliwie, nie atakując celów na terytorium libańskim (...). Ale to nie potrwa w nieskończoność - ostrzegł Mualim.

Oficjalnie i publicznie zagroził atakiem na ten kraj

Armia syryjska ostrzeliwała już cele libańskie w strefie przygranicznej, ale po raz pierwszy Damaszek oficjalnie i publicznie zagroził atakiem na ten kraj, który od 30 lat znajduje się w strefie syryjskich wpływów, zaś sami Libańczycy dzielą się na zwolenników i przeciwników reżimu Asada.

Politolog specjalizujący się w kwestiach syryjskich Nikolaos van Dam powiedział w rozmowie z AFP, że groźby Damaszku powinny zostać potraktowane "bardzo poważnie".

- Jeśli reżim uzna, że posłuży to jego interesom, nie zawaha się zaatakować syryjskich sił opozycyjnych na terytorium Libanu - dodał van Dam.

Rezolucja RB ONZ wzywa do "całkowitego poszanowania suwerenności, jedności i integralności terytorialnej oraz władz państwa libańskiego". ONZ apeluje też do Libańczyków, aby "powstrzymywali się od wszelkiego zaangażowania w konflikt syryjski".

Sytuację w Libanie komplikuje rosnąca liczba syryjskich uchodźców; jest ich tam ponad 360 tysięcy.

Do Syrii przebijają się też bojownicy z Tunezji. Według tunezyjskiego radia "Express FM" do połowy lutego w samym Aleppo zginęło ponad 130 Tunezyjczyków. Obserwatorzy tunezyjskiej sceny politycznej zwracają uwagę, że rekrutacja młodych ludzi, którzy udają się do Syrii odbywa się głównie w meczetach, a do udziału w tej wojnie domowej zachęcają muzułmańscy duchowni.

Stany Zjednoczone nie chcą się zgodzić na zniesienie embarga na dostawy broni do Syrii. Waszyngton obawia się, że broń trafi w ręce islamskich radykałów, ale podkreśla, że poprze "wszelkie formy pomocy dla syryjskiej opozycji". Może to oznaczać, że administracja prezydenta Baracka Obamy - jak zapowiadała to już wcześniej - skłonna jest rozważyć udzielenie powstańcom wsparcia w postaci szkoleń wojskowych oraz danych amerykańskiego wywiadu.

Państwa unijne podczas piątkowego szczytu UE w Brukseli odrzuciły propozycję zniesienia embarga na dostawy broni do Syrii.

Paryż skłonny jest "wziąć na siebie odpowiedzialność"

Francja i Wielka Brytania są jednak tak dalece przekonane o konieczności dozbrojenia powstańców, że brytyjski premier David Cameron ogłosił, że Londyn nie ma zamiaru solidaryzować się z krajami, które podtrzymają embargo. Szef francuskiej dyplomacji Laurent Fabius również zapowiedział w czwartek, że Paryż skłonny jest "wziąć na siebie odpowiedzialność" za wysłanie broni dla opozycjonistów, niezależnie od decyzji pozostałych krajów.

W piątek prezydent Francji Francois Hollande powiedział w Brukseli, że ma on "zapewnienia" od syryjskich opozycjonistów, że broń wysłana do tego kraju "trafi we właściwe ręce".

Po dwóch latach wojny domowej w Syrii zginęło tam co najmniej 70 tys. ludzi, a ponad milion straciło dach nad głową.

Konflikt rozpoczął się od pokojowych demonstracji prodemokratycznych przeciwko rządom prezydenta Asada i przerodził się w krwawo tłumioną rebelię. Przedstawiciele ONZ podkreślają, że zbrodni wojennych, w tym ataków na ludność cywilną, dopuszczają się obie strony konfliktu.

Zagraniczne mocarstwa nie mogą ustalić wspólnej reakcji. Rosja i szyicki Iran wspierają swojego wieloletniego sojusznika Asada, a USA i sunnickie kraje Zatoki Perskiej popierają opozycję.

Dowiedz się więcej na temat: świat | ONZ | Syria | konflikt

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje