Pakiet antyimigracyjny na Węgrzech. Trwa dyskusja

Parlament węgierski rozpoczął we wtorek debatę nad rządowym pakietem projektów ustaw antyimigracyjnych, przewidujących m.in. obowiązek uzyskiwania zezwolenia na działalność przez organizacje wspierające migrację. Pakiet został skrytykowany m.in. przez UNHCR.

Otwierając debatę nad pakietem, sekretarz stanu w biurze premiera Węgier Viktora Orbana, Bence Tuzson, powiedział, że jeśli parlament przyjmie ustawy, trudniej będzie w przyszłości organizować, wspierać i finansować imigrację.

Reklama

W jednym z projektów przewidziano, że organizacje wspierające migrację musiałyby uzyskać zgodę na prowadzenie takiej działalności, a wydawałby ją minister spraw wewnętrznych po przeanalizowaniu względów bezpieczeństwa.

Drugi projekt zakłada dla wspierających migrację organizacji otrzymujących środki z zagranicy opłatę wynoszącą 25 proc. zagranicznego wsparcia. I wreszcie trzeci przewiduje, że osoby organizujące nielegalną migrację, których działalność jest sprzeczna z interesem bezpieczeństwa Węgier, będą obejmowane zakazem pobytu w pasie 8 km od granicy kraju. W przypadku cudzoziemców zakaz taki mógłby w szczególnych przypadkach obejmować całe terytorium Węgier.

"Imigracja i migracja nie są dobre"

Wiceszef rządzącego Fideszu Szilard Nemeth wyraził podczas wtorkowej debaty przekonanie, że migracja zdefiniuje przyszłość Europy na co najmniej 50-100 lat. Tymczasem według niego Bruksela uważa, że migracja to dobra rzecz, a Europejczycy powinni zrezygnować z posiadania dzieci i zamiast tego sprowadzać ręce do pracy z Azji i Afryki.

"Nie możemy się na to zgodzić, imigracja i migracja nie są dobre" - oznajmił, dodając, że podstawowym zadaniem Europy jest ochrona własnych granic, zaś solidarność należy praktykować pomiędzy europejskimi wolnymi narodami.

Dodał, że parlament podejmie decyzję w sprawie pakietu dopiero po wyborach parlamentarnych 8 kwietnia.

"Pakiet jest zbędny"

Posłowie opozycji mówili m.in., że obecne przepisy prawne są w zupełności wystarczające, pakiet jest więc zbędny. Według Adama Mirkoczkiego z Jobbiku rząd od lat wykorzystuje kwestię imigracji w celu prowadzenia kampanii i kodeks karny był w tym celu wielokrotnie zaostrzany. "Kto i co przeszkadza tajnym służbom w wykonywaniu pracy?" - zapytał.

Także przedstawiciel partii Polityka Może Być Inna Benedek R. Sallai ocenił, że obecny system prawny stwarza odpowiednie możliwości radzenia sobie z tym problemem, a przepisy prawne zaczęto wykorzystywać do celów kampanii wyborczej, co jest "haniebne". Zadał też pytanie, dlaczego partie rządzące nie chcą powstrzymać innych zjawisk, np. wpływów Putina czy degradacji służby zdrowia.

Jeszcze przed rozpoczęciem debaty minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto powiedział na konferencji prasowej, że ten, kto krytykuje pakiet, kwestionuje uprawnienia rządu węgierskiego do podejmowania suwerennych decyzji, gdyż jest jasne, że nielegalna imigracja jest sprzeczna z interesami Węgier.

Według niego istnieją takie "organizacje nazywane pozarządowymi", które działają na rzecz wspierania imigracji i otwartych granic, co jest sprzeczne z interesem bezpieczeństwa Węgier.

Pakiet projektów ustaw został skrytykowany m.in. przez Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR), który zaapelował do rządu węgierskiego o jego wycofanie. UNHCR wyraził zaniepokojenie wspomnianymi projektami, które są według niego skierowane przeciw organizacjom pomagającym uchodźcom i osobom ubiegającym się o azyl w dotarciu do kraju i wspierają je podczas pobytu.

Amnesty International określiła zaś pakiet jako "zamach na węgierskie organizacje pozarządowe". Dyrektorka AI na Europę Gauri van Gulik oświadczyła, że "te propozycje nie mają nic wspólnego z ochroną bezpieczeństwa narodowego czy granic, a wszystko z nakładaniem kagańca na tych, którzy pomagają ludziom w potrzebie".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy