Panika na Cyprze! Ludzie ruszyli do bankomatów po tym, jak rząd sięgnął po ich oszczędności

Tysiące Cypryjczyków pobiegły w sobotę rano do banków na wieść o porozumieniu zawartym w Brukseli, na podstawie którego wszystkie depozyty znajdujące się na wyspie zostały obłożone jednorazową opłatą w wysokości od 6,75 do 9,9 proc.

- Pierwszy raz byłem w banku już o 8 rano i wyciągnąłem 800 euro. Teraz chcę zrobić to samo, ale nie mogę znaleźć bankomatu, w którym są jeszcze pieniądze - powiedział PAP 45-letni pracownik Państwowych Zakładów Energetycznych Kostas Vrahimi, stojąc przed budynkiem Banku Cypru na jednej z głównych ulic Nikozji.

Reklama

Na cypryjskich portalach społecznościowych pojawiły się wiadomości z adresami jeszcze działających bankomatów, a także listy wyszczególniające różnego rodzaju sposoby na to, jak zabezpieczyć pieniądze, aby nie zostały "zagarnięte przez trojkę".

"Zapłać zaległy podatek drogowy i rachunek za prąd, kup zapas żywności, napełnij bak benzyną" - piszą na Facebooku Cypryjczycy i wysyłają sobie nawzajem zdjęcia sceny z wioski Deftera pod Nikozją, gdzie rozgniewany cypryjski rolnik staranował traktorem ścianę banku, w którego bankomacie nie było już gotówki.

Ogłoszona wczesnym rankiem wiadomość o opodatkowaniu wszystkich kont bankowych była dla Cypryjczyków dużym zaskoczeniem. Jeszcze przed kilkoma dniami zarówno prezydent Republiki Cypryjskiej Nikos Anastasiadis, jak i jego minister finansów Michalis Saris zapewniali, że do niczego podobnego nie dojdzie.

Obaj politycy, piastujący swoje funkcje dopiero od końca lutego, do tej pory cieszyli się zaufaniem dużej części społeczeństwa.

Cypryjczycy, zaniepokojeni pogłębiającym się kryzysem i zmęczeni nieudolnymi negocjacjami nt. pakietu ratunkowego, jakie prowadził z trojką (Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny) poprzedni prezydent, komunista Dimitris Christofias, pokładali w nich duże nadzieję na poprawę sytuacji.

W sobotę rano nastroje na ulicach Nikozji były jednak zupełnie inne.

- Niech no nasz prezydent się tu tylko pokaże. Powitamy go kamieniami - powiedziała PAP 70-letnia emerytka Konstantia Purita, której niewielkie oszczędności zostaną uszczuplone o 6,75 proc. (podobnie jak wszystkie inne depozyty poniżej 100 tysięcy euro). Oznacza to, że straci ona około 700 euro.

- Dla mnie to dużo pieniędzy. Oszczędzaliśmy z mężem przez wiele lat na czarną godzinę. Dlaczego zabierają nam, a nie tym wszystkim bogatym Rosjanom, o których tyle się ostatnio mówi? - pyta Purita.

Rząd cypryjski w wyniku bardzo długich, bo trwających około 10 godzin negocjacji z ministrami finansów państw strefy euro i MFW uzgodnił w sobotę nad ranem pakiet ratunkowy - 10 miliardów euro - dla zagrożonego niewypłacalnością Cypru.

Jednym z warunków uzyskania przez Cypr tej pomocy jest obciążenie depozytów bankowych jednorazową opłatą. W przypadku depozytów do 100 tys. euro jest to 6,75 proc., a powyżej 100 tys. euro - 9,9 proc. Oczekuje się, że z tytułu tych opłat cypryjski fiskus otrzyma 5,8 miliarda euro.

Banki komercyjne są w weekendy nieczynne. Banki spółdzielcze na Cyprze działają w soboty, ale tym razem i one szybko zamknęły drzwi, gdy tłumy klientów przyszły opróżniać konta. Rozczarowani ludzie nie kryli oburzenia.

"Przeprowadziłem się ze Szwecji na Cypr sześć miesięcy temu. Przeniosłem tu całe moje oszczędności. Właśnie otworzyłem mały sklep z biżuterią i przymierzałem się do kupna domu. A tu taka nieprzyjemna niespodzianka" - powiedział PAP 50-letni George.

Jeden z głównych opozycyjnych polityków cypryjskich, Giorgos Lilikas, który w niedawnych wyborach prezydenckich (24 lutego) nawoływał do zerwania rozmów z trojką, wezwał wszystkich Cypryjczyków do masowych demonstracji we wtorek.

Z Nikozji Agnieszka Rakoczy

Dowiedz się więcej na temat: Cypr | bankructwo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje