"Piekło" na greckiej wyspie. Napastnicy krzyczeli "precz do domu"

​Organizacja obrony praw człowieka Amnesty International określiła w piątek jako "piekło uchodźców" warunki, w jakich przebywają ci, którzy dotarli do greckiej wyspy Kos, i zażądała "natychmiastowych działań".

Wystąpiła o ich podjęcie niezwłocznie po wizycie, jaką złożyli na wyspie wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans oraz komisarz ds. migracji i spraw wewnętrznych Dimitris Awramopulos.

Reklama

"Uchodźcy, których poznaliśmy na Kos, uciekli od wojny i prześladowań w takich krajach, jak Syria, Afganistan i Irak. Piekielne warunki, w jakich ci ludzie zmuszeni są przebywać, oraz oficjalna obojętność wobec ich trudnej sytuacji są czymś na prawdę strasznym" - powiedziała Kondylia Gogou z Amnesty International (AI), która wróciła właśnie z Kos do Brukseli.

Przedstawicielka AI była w czwartek świadkiem gwałtownego ataku na uchodźców, którzy schronili się na Kos, jednej z wysp Morza Egejskiego - podaje komunikat ogłoszony przez Amnesty International.

"Uchodźców zaatakowała grupa 15-20 osób z pałkami w rękach. Lżyli ich i wznosili okrzyki: 'Precz do domu'. Agresja była zwrócona również wobec wolontariuszy niosących pomoc uciekinierom z krajów objętych wojną i przeciwko jednemu z przedstawicieli Amnesty International" - relacjonuje komunikat.

Według raportu ogłoszonego w piątek w Brukseli przez AI uchodźcy oczekujący na wyspie Kos na dokument, który pozwalałby im kontynuować podróż, śpią w namiotach lub na otwartej przestrzeni, względnie w rozpadającym się hotelu "Kapitan Elias". Kilkaset osób, które co dzień oczekuje na wydanie dokumentu, stoi w palącym słońcu, wśród nich rodzice z niemowlętami na ręku, i praktycznie nie mają dostępu do wody pitnej.

Od początku roku na wyspę Kos dotarło 31 000 uchodźców, a od czerwca według greckiej straży przybrzeżnej z każdym dniem przybywa ich coraz więcej.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje