​Po wizycie w Budapeszcie. Czy Trójmorze ma sens?

Mateusz Morawiecki i Viktor Orban / Radek Pietruszka /PAP

W środę premier Mateusz Morawiecki pojechał do Budapesztu, by spotkać się z Viktorem Orbanem. Obaj premierzy rozmawiali m.in. o polityce UE względem migracji, kwestiach energetycznych oraz działaniach i przyszłości Trójmorza. Według prof. Piotra Wawrzyka z UW to ważny sojusz. - Takie porozumienie jak Trójmorze, w sensie geopolitycznym, jest jak najbardziej potrzebne - uważa ekspert. - To sposób na uniezależnienie Europy Środkowej od rosyjskich dostaw surowców - podkreśla.

Reklama

Trójmorze, w przeciwieństwie do Grupy Wyszehradzkiej, jest sojuszem gospodarczym. W jego skład wchodzi 12 państw: Austria, Bułgaria, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja i Węgry. Porozumienie zostało powołane w 2015 r. z inicjatywy prezydentów Polski i Chorwacji - Kolindy Grabar-Kitarović i Andrzeja Dudy. Założyciele chcą rozwijać współpracę gospodarczą między byłymi krajami Bloku Wschodniego i z Austrią. Najważniejszym aspektem Trójmorza jest budowa systemu gazociągów, które pozwoliłyby uniezależnić region od Rosji. Według eksperta, takie rozwiązanie jest możliwe.

- Jest potencjał w postaci polskiego i chorwackiego gazoportu, możliwości są duże. Trzeba tylko przekonać UE do tego projektu i razem z innymi krajami rozbudowywać infrastrukturę, aby stworzyć kompletny gazociąg - uważa prof. Piotr Wawrzyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Małe państwa, duży sojusz

Reklama

W skład Trójmorza - nie licząc Austrii - wchodzą państwa, które latami pozostawały w strefie wpływów rosyjskich. W efekcie, dzisiaj gospodarka tych krajów nie jest tak wydajna jak możliwości ekonomiczne państw Europy Zachodniej. Ta różnica może zostać zniwelowana w miarę upływu czasu.

- Kraje Trójmorza mają podobne elementy - analizuje rozmówca Interii. - Po pierwsze, to kraje (poza Austrią) wyrosłe z ustroju totalitarnego. W związku z tym, ciąży na nich "cień wielkiego, wschodniego brata", a to sprawia, że swoją przyszłość i niezależność widzą w większym i ściślejszym związku z UE - tłumaczy prof. Wawrzyk.

Trójmorze jest o tyle wyjątkowe, że - jako sojusz gospodarczy - wyrosło ponad politycznymi podziałami.

- Trzeba zwrócić uwagę na fakt, iż w działania Trójmorza w różnych krajach zaangażowani są zarówno prawicowi, jak i lewicowi politycy - podkreśla ekspert.

- W wymiarze gazowym, czy szerzej - ekonomicznym - ten projekt jest popierany przez rządzących, niezależnie od opcji politycznej - dodaje.

Trójmorze a UE

Trójmorze jest porozumieniem krajów Unii Europejskiej, można odnieść wrażenie, że powstało niejako w odpowiedzi na otwarcie Gazociągu Północnego, który został poprowadzony tak, by ominąć Polskę i kraje bałtyckie - naturalne miejsca tranzytowe. Jak UE patrzy na poczynania Trójmorza?

- Na tę chwilę jest jeszcze zbyt wcześnie, by to jednoznacznie stwierdzić - uważa prof. Wawrzyk. - Jeżeli weźmiemy pod uwagę deklaracje komisarzy, to niewątpliwie tak. Członkowie Komisji Europejskiej uczestniczyli w spotkaniach państw Trójmorza i mówili, że wspierają tego rodzaju inicjatywy i to jest faktyczne wsparcie o charakterze finansowym - mówi ekspert.

Prof. Wawrzyk twierdzi jednak, że teraz nie jest najlepszy moment na dyskusję o stanowisku UE względem inicjatyw podejmowanych przez państwa Trójmorza.

- Obecna perspektywa finansowa jest już zaawansowana, a projekty inwestycji Trójmorza nie były w niej uwzględnione w momencie, kiedy perspektywa powstawała. W związku z tym, nie ma na tę chwilę dodatkowych pieniędzy w funduszach unijnych, które można wykorzystać - podkreśla.

Z drugiej strony, rozmówca Interii zauważa, że pewne fundusze przeznaczono na projekty, które nie są tak ściśle związane z inicjatywami Trójmorza.

- Są pieniądze na pośrednio powiązanie projekty: na politykę regionalną, na infrastrukturę. To jednak mniejsze możliwości niż te, które mogą być zawarte w nowej perspektywie finansowej - dodaje.

Trójmorze zagrożeniem czy wsparciem dla V4?

Niektórzy mogą zastanawiać się, czy kolejny sojusz międzynarodowy nie zaszkodzi Grupie Wyszehradzkiej. Prof. Wawrzyk jest zdania, że oba zrzeszenia są od siebie zupełnie niezależne i nie można rozpatrywać stosunków tych organizacji w kategoriach zagrożenia bądź korzyści.

- To całkiem inna, osobna inicjatywa. Grupa Wyszehradzka nie koncentruje swojej aktywności na inwestycjach infrastrukturalnych, a to realizowane jest właśnie w ramach Trójmorza. Można powiedzieć, że to dwa równoległe projekty, działające niezależnie od siebie, mające swoje priorytety i założenia. Jedyne, co mają ze sobą wspólnego to fakt, że wszystkie państwa członkowskie V4 w uczestniczą w projekcie Trójmorza - podkreśla ekspert.

Ekspert kategorycznie przestrzega przed określaniem Trójmorza mianem projektu politycznego.

- To projekt o charakterze wyłącznie infrastrukturalnym, gospodarczym, a Grupa Wyszehradzka to typowy polityczny sojusz - analizuje prof. Wawrzyk.

Z drugiej strony, w czwartek, po spotkaniu premierów Morawieckiego i Orbana, szef MSZ Witold Waszczykowski zapowiedział, że Polska i Węgry chcą "rozszerzać współpracę gospodarczą w ramach V4".

Grupa Wyszehradzka i Trójmorze tworzą inicjatywy, które mają przyczynić się do rozwoju Europy Środkowej, wśród nich Waszczykowski wymienia budowę linii kolejowej Belgrad-Budapeszt, która docelowo miałaby być przedłużona do Polski.

Na tę chwilę Grupa Wyszehradzka pozostaje jednak typowo politycznym projektem, w przeciwieństwie do Trójmorza, które w założeniu dystansuje się od polityki.

Nie wiadomo też, jak na plany współpracy gospodarczej w ramach V4 zapatrywałyby się Węgry i Słowacja.

Via Carpatia flagowym projektem

Brak zaangażowania w spory polityczne, przy jednoczesnym skupieniu się na rozwijaniu infrastruktury i współpracy gospodarczej, przyczyniły się do jasnego określenia priorytetów Trójmorza. Tymi są, obok rozbudowy infrastruktury powiązanej z energetyką i zacieśniania współpracy gospodarczej , plany lepszego skomunikowania krajów przymierza. Najważniejszym projektem powiązanym z Trójmorzem jest budowa autostrady Via Carpatia.

Autostrada ma połączyć Kłajpedę na Litwie z Salonikami w Grecji. W Polsce będzie ona biec od granicy polsko-litewskiej aż do przejścia granicznego ze Słowacją. Według rozmówcy Interii to kluczowa dla Polski inwestycja.

- Wschodnia część Polski jest pozbawiona trasy łączącej północną część kraju z południową. Dziwne, że do tej pory takie połączenie nie powstało. Dla mnie ogromnym zaskoczeniem był fakt, że wcześniej podobny projekt został - z inicjatywy i przy wsparciu części polskich posłów - wykreślony z listy priorytetów.  

Prof. Piotr Wawrzyk uważa, że powstanie autostrady przyczyni się do wzrostu gospodarczego "wschodniej ściany" Polski.

- Via Carpatia otwiera naszej "ścianie wschodniej" dostęp do inwestycji, rynków i inwestorów z północy i południa. Z drugiej strony - autostrada zintegruje dwa regiony - Skandynawię i kraje bałtyckie z południem Europy, za pośrednictwem Europy Środkowej. Wszędzie tam znajdują się kraje członkowskie UE.

Ekspert jest zdania, że Via Carpatia stanie się równie znaczącą autostradą, co spajająca Berlin z Moskwą autostrada A2.

- To będzie autostrada o podobnym charakterze - ocenia. - Będzie biegła z samej północy aż na południe. Miejsce przecięcia autostrad A2 i A4 będzie stanowiło rdzeń połączeń komunikacyjnych, nie tylko w Polsce, ale w całej szeroko pojętej Europie Środkowej i Wschodniej - prognozuje Piotr Wawrzyk.

Jaką przyszłość ma Trójmorze?

Głównymi inicjatorami Trójmorza byli prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović i Andrzej Duda. Pierwszy, historyczny zjazd odbył się w Dubrowniku. Na miejscu zjawiło się tylko sześcioro prezydentów, choć pozostałe kraje były reprezentowane przez innych polityków.

Kolejny szczyt odbył się rok później w Warszawie, a specjalnym gościem obrad był prezydent USA Donald Trump. Być może obecność gościa zza oceanu spowodowała, że frekwencja prezydentów krajów należących do Trójmorza wyglądała zdecydowanie lepiej. Tyko dwa kraje oddelegowały niższych szczeblem reprezentantów: Austria wysłała na spotkanie ambasadora, a Czechy przewodniczącego Izby Poselskiej. Czy dla innych krajów Trójmorza sojusz jest tak samo ważny, jak dla Polski?

- W skład Trójmorza wchodzą państwa, które są w mniejszym bądź większym stopniu na dorobku. Te kraje potrzebują dwóch rzeczy: inwestycji i idących za nimi miejsc pracy - podkreśla prof. Piotr Wawrzyk. - Wszystkie projekty, które są realizowane i planowane w ramach Trójmorza, sprowadzają się do tych dwóch elementów. Niezależnie od tego, czy w danym kraju rządzi prawica czy lewica, politycy widzą w ramach Trójmorza okazję do poprawy swojej sytuacji gospodarczej.

- Inwestycje przynoszą pieniądze, a te poprawiają poziom życia, niwelują bezrobocie i zwiększają zatrudnienie - podsumowuje ekspert.

Rosyjski gaz Orbana

Przed środową wizytą w Budapeszcie, premier Morawiecki zapowiedział, że zamierza poruszyć temat współpracy energetycznej w ramach Trójmorza. Viktor Orban natomiast kilkakrotnie spoglądał w stronę Rosji, a relacje rosyjsko-węgierskie są dużo lepsze, niż napięte stosunki między Warszawą a Moskwą. Czy polityka energetyczna Orbana może zatem przypominać lawirowanie w mętnej wodzie?

- Viktor Orban bardzo intensywnie współpracuje z zakresie surowców energetycznych z Rosją. Mówi się, że Węgry są zależne od Rosji. Problem tkwi jednak gdzie indziej: Jaką alternatywę UE daje Węgrom w zakresie surowców energetyczny? Żadną. Mało tego, Unia Europejska, od czasów dołączenia Węgrów do UE, nie zrobiła nic, by zmienić to jednostronne uzależnienie Węgier od surowców rosyjskich. To właśnie Trójmorze jest projektem, który ma doprowadzić do inwestycji w surowce energetyczne i infrastrukturę, co pozwoli uniezależnić Węgry i inne państwa regionu od Rosji - twierdzi prof. Wawrzyk.  - Nie łudźmy się. Orban wprawdzie dogaduje się z Putinem, ale dobrze wie, jaki los spotkał w pewnym momencie Ukrainę, jakie problemy z dostawą surowców rosyjskich miała Polska. Szef węgierskiego rządu dobrze wie, czym w pewnym momencie kończy się uzależnienie od Rosji.

- Dla Rosji surowce energetyczne są źródłem władzy politycznej. Dzięki Trójmorzu energetyczna hegemonia Moskwy może zostać powstrzymana. A dla Viktora Orbana, jako pragmatycznie myślącego polityka, każdy tego typu projekt będzie wart poparcia - konkluduje profesor w rozmowie z Interią. 

Tomasz Majta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje