Pod wrakiem i na statku znaleziono dziesiątki ciał imigrantów

Co najmniej 127 ofiar śmiertelnych, ok. 250 zaginionych - to nowy bilans katastrofy statku z imigrantami koło włoskiej wyspy Lampedusa. Liczba ofiar rośnie z każdą chwilą, bo wyławiane są kolejne ciała. Piątek ogłoszono we Włoszech dniem żałoby narodowej.

Pod przewróconym wrakiem i na pokładzie płetwonurkowie zlokalizowali w czwartek dziesiątki ciał imigrantów; być może nawet ponad 100, jak relacjonują ekipy ratunkowe. Wśród ofiar są kobiety w ciąży i dzieci. Ocalało 155 uchodźców.

Reklama

Nie wiadomo, jaki będzie ostateczny bilans tragedii na Morzu Śródziemnym, bo nie jest jasne, ilu uchodźców było na pokładzie stateczku długości 20 metrów. Niektórzy z nich powiedzieli, że było ich około 450-500, głównie z Erytrei i Somalii. Statek wypłynął z Libii, czyli pokonał tradycyjna trasę, jaką przemytnicy przewożą imigrantów z Afryki na włoskie wybrzeża.

Włoski wicepremier, szef MSW Angelino Alfano, który przyjechał na Lampedusę, powiedział po wyjściu z hangaru, gdzie urządzono tymczasową kostnicę: "Widziałem ciała, to widok przerażający, scena, która przynosi hańbę Zachodowi i Europie".

- Ci ludzie umarli, bo chcieli dostać się do Europy, nie do Włoch - dodał, wskazując, że sprawa exodusu z Afryki to wyzwanie dla całej UE.

Wyraził nadzieję, że tragedia ta pozwoli Europie "otworzyć oczy" na wydarzenia na Lampedusie i że Unia zrozumie, że to nie jest tylko sprawa włoska.

Rząd Enrico Letty ogłosił piątek dniem żałoby narodowej. Lekcje we wszystkich szkołach rozpoczną się od minuty ciszy.

To tragedia bez precedensu - podkreślają władze i ekipy ratunkowe. Do katastrofy doszło około godziny 7 rano. Pół mili od brzegu na pokładzie jednostki z nielegalnymi imigrantami wybuchł pożar. Wszystko wskazuje na to, że to uchodźcy podpalili koce na pokładzie, by w ten sposób mogła ich dostrzec straż przybrzeżna oraz kutry rybackie i przetransportować na ląd.

Gdy płomienie rozprzestrzeniły się, a statek zaczął się przewracać, ludzie wskoczyli do wody. Alarm podniosły załogi stojących w pobliżu kutrów rybackich.

Włoska policja aresztowała na brzegu jednego z rozbitków - młodego Tunezyjczyka, rozpoznanego przez uchodźców jako przemytnik, który był współorganizatorem próby przeprawy do Włoch drogą morską.

- Nie znamy rozmiarów tej tragedii, ale to potworność - powiedziała burmistrz Lampedusy Giusi Nicolini.

Papież Franciszek na wiadomość o katastrofie oświadczył: "Przychodzi mi na myśl słowo: hańba, to jest hańba". Modląc się za ofiary, papież dodał: "Zjednoczmy nasze wysiłki, aby nie powtórzyły się podobne tragedie".

- Tylko zdecydowana współpraca wszystkich może pomóc im zapobiegać - wskazał Franciszek, który w lipcu był na wyspie i apelował tam o solidarność z uchodźcami i udzielenie im wszelkiej pomocy.

Tragiczne wydarzenia na Lampedusie, będącej od lat celem napływu tysięcy uchodźców z Afryki, na nowo wywołały we Włoszech polityczną dyskusję na temat polityki imigracyjnej. Centrolewica powtarza, że konieczna jest jej rewizja. Z szeregów tych kierowane są apele o zniesienie ustawy uznającej nielegalną imigrację za przestępstwo. Politycy prawicowi uważają natomiast, że nie może być mowy o jakimkolwiek złagodzeniu ustawy, bo to, ich zdaniem, zwiększyłoby falę imigrantów.

Włochy są bezradne wobec problemu napływu uchodźców drogą morską. Podczas gdy środowiska radykalnej lewicy zarzucają władzom bezradność i brak wystarczającej reakcji, te odpowiadają, że za tym exodusem stoją zorganizowane grupy przemytników ludzi, którzy wysyłają ich drogą morską do Europy z wybrzeży północnej Afryki, pobierając od każdego oszczędności całego życia. Napływ ten powstrzymano w ostatnich latach tylko raz, gdy na krótko weszło w życie porozumienie zawarte przez rząd Silvio Berlusconiego z ówczesnym przywódcą Libii Muammarem Kadafim o patrolowaniu wybrzeży tego kraju. Wraz z wybuchem wojny domowej w Libii uchylono przepisy tego układu.

Na poczucie bezradności Włoch nakłada się dominujące w kraju przekonanie, że jest on pozostawiony sam sobie. Władze w Rzymie krytykują europejskich partnerów i samą Unię za to, że nie uczestniczą w rozwiązaniu problemu.

- Trzeba reagować. Nie ma wystarczająco mocnych słów, by wyrazić nasze uczucia wobec tej tragedii. Papież Franciszek powiedział: "Hańba". Ja mogę dodać: hańba i przerażenie - oświadczył prezydent Włoch Giorgio Napolitano. Ocenił, że konieczna jest zmiana przepisów, aby umożliwić realizację polityki "otwartości, odpowiadającej fundamentalnym zasadom człowieczeństwa i solidarności". Jednocześnie prezydent położył nacisk na to, że trzeba zwalczać proceder przemytu ludzi we współpracy z krajami, z których oni pochodzą.

Unijna komisarz spraw wewnętrznych Cecilia Malmstroem oświadczyła, że UE powinna zwiększyć wysiłki, by zapobiec podobnym tragediom w przyszłości. - Musimy zdwoić wysiłki na rzecz walki z przemytnikami, którzy wykorzystują ludzką rozpacz - stwierdziła komisarz, która rozmawiała z wicepremierem Alfano.

Włochy na czele z prezydentem Napolitano apelują do Unii o wspólne patrolowanie wód, by ograniczyć zjawisko nielegalnej imigracji.

Dowiedz się więcej na temat: Lampedusa | tragedia | imigracja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje