Polak mieszkający w USA zażartował, że ma bombę. Trafił do aresztu

Nieudany dowcip Polaka mieszkającego w Stanach Zjednoczonych zaprowadzi go na salę sądową. Mężczyzna wjeżdżając na prom został zapytany o to, co ze sobą wwozi. Odpowiedział, że "tylko materiały wybuchowe". Jak się okazało, dodatkowo był nietrzeźwy. Odpowie za zakłócenie porządku publicznego.

Polak próbował wjechać na prom w stanie Connecticut. Po jego odpowiedzi natychmiast zareagowano. Na miejsce wezwano specjalny oddział policji, który przeszukał jego samochód. Niczego w nim nie znaleziono.

Co więcej, mężczyzna stojąc w kolejce aut, nie był w stanie zjechać samochodem na pobocze. Czekając na przybycie statku, postanowił dodatkowo wypić kilka drinków w przydrożnym barze. W jego pojeździe był natomiast zainstalowany czujnik, który nie pozwala ruszyć osobie będącej pod wpływem alkoholu.

Reklama

Polak spędził noc w policyjnym areszcie. Zgodnie z amerykańskim prawem postawiono go w stan oskarżenia. Odpowie za zakłócenie porządku publicznego. Jego prawnik próbuje go ratować. Jak jednak sam przyznał, nie był to właściwy moment na takie żarty. Po zamachu w Bostonie w całym kraju wciąż obowiązują zaostrzone procedury bezpieczeństwa.

Dowiedz się więcej na temat: Polacy | USA | Bomba | żart

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL