Policja poszukuje króla paparazzich

Włoska policja poszukuje króla paparazzich, Fabrizio Coronę, który ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości odkąd Sąd Najwyższy utrzymał wobec niego wyrok 5 lat więzienia za próbę wymuszenia pieniędzy od znanego piłkarza Davida Trezeguet.

Rodzina Corony, oficjalnie uznanego w sobotę za uciekiniera, apeluje do niego za pośrednictwem mediów, by oddał się w ręce policji.

Reklama

Przypadek 38-letniego Corony, właściciela agencji fotograficznej, jest wyjątkowy. Stał się on we Włoszech tak znany, jak gwiazdy sportu i show-biznesu, których zdjęcia sprzedawał prasie.

Jak celebryta, Corona, cieszący się opinią playboya i awanturnika, zapraszany był do popularnych telewizyjnych programów, udzielał wywiadów i miał grono fanów. Uwikłany był w kilka spraw sądowych, między innymi za prowadzenie samochodu bez prawa jazdy i posługiwanie się fałszywymi pieniędzmi. Podczas jednego z procesów z nonszalancją prezentował siedząc na sali sądowej swój najnowszy tatuaż.

W ostatnich latach na jaw wyszło jednak, że król włoskich paparazzich prowadził podwójną działalność. Podczas gdy niektóre zdjęcia ze swojej agencji sprzedawał prasie, przy pomocy tych kompromitujących szantażował ich bohaterów wymuszając pieniądze. Taką próbę podjął między innymi wobec francuskiego piłkarza Davida Trezeguet, który przez 10 lat grał w turyńskim klubie Juventus.

W piątek, gdy Sąd Najwyższy utrzymał wyrok 5 lat więzienia za to wymuszenie i Fabrizio Corona, będący ostatnio pod nadzorem policyjnym, powinien trafić do zakładu karnego, w jednej chwili przepadł bez wieści.

Policja, która otrzymała polecenie doprowadzenia go do więzienia, przyznaje, że nie wie, co się nagle z nim stało po tym, gdy w poprzednich dniach widziała go wielokrotnie.

Poszukiwania mieszkającego w Mediolanie fotografa VIP-ów prowadzone są w całych Włoszech.

Za pośrednictwem agencji ANSA zwróciła się do niego jego rodzina- matka i dwaj bracia. "Fabrizio, jesteśmy załamani. Gdziekolwiek jesteś, prosimy cię, byś powrócił jak najszybciej i oddał się w ręce sprawiedliwości" - zaapelowali jego najbliżsi.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje