Polityk winny dyskryminacji. Sąd odstąpił od kary

Sąd w Amsterdamie uznał w piątek, że przywódca antyimigranckiej i eurosceptycznej Partii na rzecz Wolności (PVV), prawicowy populista Geert Wilders jest winny dyskryminacji i obrazy Marokańczyków, ale odstąpił od wymierzenia kary.

Przedmiotem procesu były wypowiedzi Wildersa w Hadze po wyborach lokalnych w 2014 roku. Pytał on wówczas swoich zwolenników, czy "chcą mniej, czy więcej Marokańczyków w mieście i całej Holandii". Gdy zebrani zaczęli skandować: "mniej", Wilders zapewnił: "zajmiemy się tym". Wystąpienie było transmitowane na cały kraj i wywołało liczne protesty, a na policję wpłynęło prawie 6,5 tys. skarg.

Reklama

W Holandii mieszka ok. 400 tys. Marokańczyków, co stanowi ok. 2 proc. ludności.

W opinii sądu Wilders naruszył tymi wypowiedziami granice wolności słowa, ale uznano też, że samo uznanie go za winnego jest w tym wypadku wystarczającą karą. Prokurator domagał się grzywny wysokości 5 tys. euro.

Przewodniczący rozprawie sędzia Hendrik Steenhuis podkreślił, że Wilders dopuścił się obrazy Marokańczyków jako zbiorowości i przedstawiał ich jako ludzi "mniejszej wartości". Sąd uniewinnił natomiast szefa PVV od zarzutu podżegania do nienawiści.

Orzeczona przez sąd wina bez kary nie ma wpływu na mandat poselski Wildersa. Nie było go w sądzie podczas ogłaszania wyroku. Proces rozpoczął się 31 października i od tego czasu PVV stała się w sondażach najpopularniejszą siłą polityczną w kraju. Wybory parlamentarne odbędą się w Holandii w marcu 2017 roku.

Wilders zapowiadał, że "bez względu na wyrok" będzie "nadal mówił prawdę o problemie marokańskim" i że nie powstrzyma go "żaden sędzia, polityk, czy terrorysta". Po ogłoszeniu wyroku nazwał na Twitterze "szaleństwem" uznanie za winnego jego samego "i połowy Holendrów", a trzyosobowemu składowi sędziowskiemu zarzucił, iż "nienawidzą jego Partii na rzecz Wolności".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje