Północno-wschodnie wybrzeże USA zasypane śniegiem

Około 650 tysięcy domostw i firm pozbawionych jest prądu na północno-wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych z powodu trwającej tam śnieżycy. W stanie Nowy Jork jest co najmniej jedna ofiara śmiertelna zawieruchy.

Śnieżyca nawiedziła obszary zamieszkane łącznie przez ponad 40 milionów ludzi od stanu New Jersey po stan Maine. Do soboty rano czasu lokalnego największe opady odnotowano w stanie Connecticut, gdzie spadło ok. 70 cm śniegu. Ponad pół metra zalega w Massachusetts, Rhode Island oraz w New Hampshire.

Reklama

W Bostonie, w stanie Massachusetts, oczekuje się rekordowych opadów sięgających blisko 90 cm. W czasie poprzedniej wielkiej śnieżycy w 2003 roku spadło tam ok. 70 cm śniegu. W Nowym Jorku meteorolodzy przewidują 35 centymetrów śniegu. Brak energii elektrycznej w największym stopniu dotknął mieszkańców Massachusetts oraz Rhode Island.

Sytuację komplikuje silny wiatr dochodzący do 120 km na godzinę. Część nadbrzeżnych rejonów, które nie doszły jeszcze do siebie po huraganie Sandy, zagrożonych jest powodzią. W Nowym Jorku może to dotknąć niektóre obszary dzielnic Bronx oraz Queens. Według lokalnych mediów nie wyklucza się ewakuacji.

W Poughkeepsie, w stanie Nowy Jork, zginął podczas śnieżycy 54-letni mężczyzna, którego potrącił samochód. Według policji przy słabej widoczności kierowca stracił panowanie nad pojazdem.

W Nowym Jorku zamknięte były rano trzy główne porty lotnicze: JFK, La Guardia i Newark. Nieczynne jest też m.in. lotnisko Logan w Bostonie. Odwołano ponad 5300 lotów, toteż setki tysięcy pasażerów nie mogły odlecieć do miejsca przeznaczenia. Na północno-wschodnich trasach nieczynne są też pociągi Amtrak. W niektórych stacjach benzynowych brakuje paliwa.

Z powodu opadów śniegu zablokowanych jest wiele dróg. W Nowym Jorku rano zamknięta była m.in. jedna z najbardziej uczęszczanych w USA autostrad łącząca miasto z Long Island. Utknęły tam w śniegu setki samochodów.

W sobotę wczesnym rankiem tętniący zwykle życiem Manhattan był opustoszały. Na wielu przedmieściach, mimo że ulice są odśnieżane, ruch samochodowy niemal ustał. Większość ludzi dostosowała się do apeli burmistrza Nowego Jorku Michaela Bloomberga, który jeszcze w piątek wzywał, by pozostali w domach.

Do usuwania śniegu ruszyło w mieście około 1800 pługów i solarek. Zasypane są jednak chodniki. Tylko niektórzy mieszkańcy zdecydowali się rano na ich odśnieżanie. - Nigdzie się nie wybieram, ale nie lubię, kiedy zalega mi śnieg koło domu - tłumaczył w rozmowie z PAP Mark z Richmond Hill w dzielnicy Queens. - Poza tym takie ćwiczenie przyda mi się dla zdrowia - dodał.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

Dowiedz się więcej na temat: wschodnie wybrzeże | burze nad Polską

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy