Polska straci miejsca w europarlamencie

Bez Traktatu z Lizbony, do kosza idzie także nowy podział miejsc w Parlamencie Europejskim, który miał obowiązywać od wyborów w 2009 roku. Polska będzie mieć nie 51, ale 50 posłów, tracąc aż czterech w stosunku do obecnej kadencji.

Oprócz Polski stracą też inne duże kraje: Francja, Wielka Brytania i Hiszpania. - Nie wszyscy deputowani z ich krajów już zdali sobie sprawę z konsekwencji irlandzkiego "nie" - przyznały administracyjne źródła w PE.

Reklama

Obecnie obowiązujący Traktat z Nicei zakłada, że maksymalna liczba eurodeputowanych to 736, w tym dla Polski 50. W trwającej do przyszłego roku kadencji PE Polska ma 54 europosłów, ale czterech eurodeputowanych dostaliśmy tylko czasowo, z powodu opóźnionego wejścia do UE Rumunii i Bułgarii w stosunku do pozostałej dziesiątki nowych państw. Przyznane tym krajom miejsca w PE czasowo rozdano w 2004 roku pomiędzy inne kraje, ale potem, po ich wejściu do UE w 2007 r., już nie zabrano, bo był środek kadencji. Dlatego obecnie w PE zasiada rekordowo wysoko liczba 784 posłów.

Nowy podział miejsc przyjęty wraz z Traktatem z Lizbony pod koniec roku, po miesiącach trudnych negocjacji, zakładał, że od wyborów w czerwcu 2009 roku PE będzie liczył 750 eurodeputowanych, w tym 51 polskich. Czyli o jednego więcej niż w Traktacie z Nicei.

Jeśli odrzucony właśnie przez Irlandczyków w referendum Traktat z Lizbony nie wejdzie w życie w przyszłym roku, podstawą prawną do przeprowadzenia wyborów do PE będzie tylko i wyłącznie Traktat z Nicei.

Na utrzymaniu nicejskiego podziału miejsc w PE najbardziej skorzystają Niemcy. Utrzymają 99 eurodeputowanych w PE, a w wersji z Lizbony tracili trzech.

Jeszcze bardziej niż Polska stracą natomiast Francja i Wielka Brytania, które obecnie mają w PE po 78 posłów. W Traktacie z Lizbony ich liczba zmalała odpowiednio do 74 i 73 posłów. Lecz zgodnie z Niceą spada jeszcze bardziej: do 72 dla obu krajów. Kolejna poszkodowana to Hiszpania, której reprezentacja w PE, tak jak Polski, spadnie z 54 do 50 posłów.

Eurodeputowani francuscy, hiszpańscy czy polscy pewnie niełatwo pogodzą się z utratą mandatów i będą protestować. Lecz każda zmiana Traktatu z Nicei, czy jakiegokolwiek innego, wymaga zorganizowania tzw. konferencji międzyrządowej i jednomyślnej zgody przywódców państw i rządów "27".

Okazją do wprowadzenia zmian w podziale miejsc może być Traktat Akcesyjny Chorwacji, ale jej wejście do UE spodziewane jest nie wcześniej niż w 2010 roku, a więc za późno, już po rozpoczęciu nowej kadencji PE.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje