Polskie dzieci przeżywają w Anglii szok

Decyzja rodziców, którzy przyjechali do Anglii w nadziei na poprawę bytu materialnego, często źle odbija się na ich dzieciach - powiedziała Aleksandra Podhorodecka, przewodnicząca Polskiej Macierzy Szkolnej, organizacji społecznej prowadzącej i wspierającej sieć szkół języka polskiego w Wielkiej Brytanii.

Według niej, sytuacja kilkudziesięciu tysięcy polskich dzieci (szacunki oparte o liczbę przystępujących do egzaminu z języka polskiego w angielskim systemie małej matury) jest bardzo różna: zależy od tego, gdzie trafią, czy szkoła jest przygotowana na ich przyjęcie, w jakim wieku rozpoczynają naukę i czy rodzice ich wspierają.

Reklama

W najgorszym położeniu są dzieci z małych miast i wsi w Polsce, które w dużych miastach w Anglii przeżywają kulturowy szok, stykając się z dziećmi różnych ras, środowisk i krajów, z którymi nie mają wspólnego języka, a także dzieci starsze, które rozpoczynają naukę mając za sobą kilkuletnie doświadczenie szkoły w Polsce.

- Niektóre polskie dzieci trafiają do bardzo dobrych szkół, osiągają postępy w nauce i nie stwarzają problemów. Ale na pewno jest też duży odsetek polskich dzieci, które trafiają do szkół gorszych. Ponieważ nie znają angielskiego, lub znają go słabo kierowane są do klas dla dzieci bardziej zacofanych. Efekt jest taki, że nie osiągają postępów w nauce - mówi Podhorodecka.

- Ich rodzice, jeśli przyjeżdżają do Anglii nieprzygotowani, siłą rzeczy trafiają do gorszych dzielnic miast, dlatego że tam mieszkania są tańsze, ale w gorszych dzielnicach poziom nauczania jest niższy, dyscyplina gorsza, a wielokulturowy i etniczny skład dzieci bardzo różnorodny - dodaje.

- Na pewno dzieci małe łatwiej sobie radzą z życiowym doświadczeniem wejścia w angielski system nauczania, ale dla dzieci starszych, 12-13 letnich, bywa to dramatem: jeśli słabo znają angielski nie mogą podołać programowi, a szkoła nie zgłasza ich do egzaminów państwowych, aby nie zaniżali wyników. W rezultacie dzieci te spychane są na oświatowy boczny tor - uważa.

Podhorodecka, która ma ponad 30-letni staż pracy w szkołach angielskich sądzi, iż dla polskich dzieci zaskoczeniem bywa brak ostrej dyscypliny, zwłaszcza jeśli ze szkoły w Polsce, w której dyscyplina była przestrzegana, trafiają do szkoły o liberalnym podejściu. Wskazuje też, iż rodzice, często pracujący od świtu do nocy, nie pomagają dzieciom w nauce z braku czasu i niewystarczającej znajomości języka.

- Ostatnio ogłoszone złe wyniki egzaminów GSCE (małej matury - red.) nie potwierdzają rozpowszechnionej w Polsce opinii, że angielski system oświaty otwiera okno na świat, bo zapewnia nie tylko wiedzę, ale i międzynarodowy język. Kiedyś tak było, ale dziś statystyka tego nie potwierdza. Ogólne wykształcenie młodzieży kończącej szkołę w Anglii jest dużo gorsze niż młodzieży w Polsce po maturze - podkreśla.

Dowiedz się więcej na temat: rodzice | szkoły | angielski | szok

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy