Praga: Przygotowania do demonstracji przeciwników globalizacji

Choć oficjalnie szczyt Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego w Pradze już się zaczął, mało kto to zauważył. Najważniejsi goście - politycy, ekonomiści i biznesmeni przyjadą dopiero około 24 września. Razem z nimi spodziewany jest prawdziwy najazd ich przeciwników ludzi, którzy przed rokiem uczynili z Seattle prawdziwe piekło i mocno dali się we znaki amerykańskiej policji. Przyjeżdżają z transparentami "Zróbmy z Pragi nowe Seattle!"

Choć media na całym świecie biją na alarm od kilku tygodni, choć służby dyplomatyczne wielu państw odradzają wycieczki do Pragi i choć czeska policja postawiona jest już w stan gotowości bojowej, na ulicach nie czuć jednak atmosfery jak przed bitwą. Przypomina ona raczej tą, którą panuje na wielkich rockowych koncertach.

Reklama

Praga, Strahov, dziesiąta rano. Wielka bryła stadionu odcina się wyraźną linią na błękitnym niebie. Choć wkoło pusto, wewnątrz betonowego kolosa noszącego jeszcze wyraźne ślady komunizmu uwija się grupa młodych ludzi. Stawiają małe, wysłużone namiociki i wielkie zadaszenia nad jadalniami dla tysięcy osób. Wyznaczają miejsca na umywalnie. Ściągają z ciężarówek plastikowe ubikacje i skrzynie ze sprzętem.

W jednym z namiotów przyjmuje mnie wysoki, szczupły mężczyzna z bujną brodą. Przedstawia się jako Thomas Doubcek, właściciel firmy budującej miasteczka namiotowe. Ale na biznesmena to on nie wygląda. Bardziej na hipisa, który przez kilkadziesiąt lat włóczył się po świecie, aby teraz się ustatkować. - Przygotowujemy obozowisko dla 15 tys. ludzi. Mamy rezerwacje z Malezji, z Brazylii, z Australii, Stanów Zjednoczonych, z Holandii, Anglii, Włoch, Francji - tłumaczy. - Przygotowujemy nie tylko noclegi i wyżywienie, ale także studia telewizyjne, biuro prasowe, miejsca na "okrągłe stoły", gdzie będzie można każdego wieczora porozmawiać o problemach z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Mamy nadzieję, że nasz obóz będzie pomocny im wszystkim, a także naszemu miastu, abyśmy po Aksamitnej Rewolucji w roku 1989 w Pradze teraz pokazali światu Aksamitne Protesty. Trochę się boję, ale tylko o to, że będzie zła pogoda, zimno i deszczowo. A to nie jest dobra pogoda do obozowania. Ale na prawdę ufam, że ludzie przyjadą do Pragi tylko po to, aby pokojowo pokazać swoje przekonania i idee - mówi.

Thomas podejmuje nas ze szczerą radością. Opowiada o miasteczku namiotowym, w którym dzięki jego firmie zamieszka około piętnastu tysięcy osób. Przyjadą z całego świata, głównie z zachodniej Europy, ale także z Malezji, Brazylii czy USA. Łączy ich jedno - sprzeciw wobec ekonomicznej globalizacji. Idei, która ich zdaniem doprowadza bogatych do jeszcze większego bogactwa, a biednych do jeszcze skrajniejszej biedy. Thomas nie ukrywa, że stanie po ich stronie barykady. Ale zapewnia mnie też, że młodzi ludzie którzy przyjadą do Pragi, nie będą pałać nienawiścią, nie będą podpalać samochodów ani rzucać kamieniami w policjantów. Na wszelki wypadek jednak do bram stadionu odprowadzają mnie ochroniarze w czarnych mundurach z psem na smyczy.

Praga, zamek na Hradczanach, południe. Zmianę warty przed rezydencją prezydenta Vaclava Havla obserwuje tłum turystów. Słychać niemal wszystkie języki świata, są Niemcy, są Francuzi, Brytyjczycy, są też Polacy, ale spotkać tu można nawet parę z Nowej Zelandii czy młodego chłopaka z Fidżi. - Czy słyszeliście o czekających to miasto demonstracjach? Czy czujecie się tutaj bezpiecznie? Odpowiedzią są tylko zdziwione miny. - A kiedy się to zaczyna?

Praga, pora obiadowa, Rynek Starego Miasta. Na środku stoi policyjnych samochód. Uśmiechnięci funkcjonariusze nie mają jednak do roboty nic, poza pokazywaniem zagubionym turystom drogi na Most Karola. Obok kilkanaście karetek pogotowia. Ale jedynym chorym jest czeska służba zdrowia, a pielęgniarki z ambulansów organizują na rynku przedstawienie kukiełkowe, zbierając w ten sposób na utrzymanie swojej firmy. W kilku sklepach pytam młodych ekspedientów (starsi nie mówią w żadnym języku, poza czeskim), czy nie boją się zamieszek. - Wiem, że ma być piętnaście tysięcy demonstrantów. Wiem też, że strzec ich będzie kilka tysięcy policjantów. Może być gorąco, ale niech mój szef się tym martwi - macha ręką jeden z nich.

Praga, popołudnie. W centrum informacyjnym organizacji INPEG, koordynującej wszystkie protesty w czasie szczytu Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, spore zamieszanie. Młodzi ludzie, w większości ubrani w luźne ubrania, noszący długie włosy czy dredy, wieszają na ścianach namalowane sprayem transparenty. Rozgrzane niemal do czerwoności ksero kopiuje ulotki i artykuły z zagranicznej prasy, bijące na alarm przed praskim szczytem.

Przy jednym ze stolików Maciek Muskat, młody wykładowca ekonomii na Uniwersytecie Gdańskim. Przyjechał aż z Sopotu, aby przygotowywać strony internetowe alternatywnego szczytu i informować o nim media. Mówi, że nie będzie rzucał kamieniami w policjantów. Najważniejsze dla niego jest pokazanie światu, że są inne sposoby rozwiązywania globalnych problemów, niż proponują panowie w krawatach zasiadający w kongresowej sali. On, jako młody ekonomista w to świecie wierzy.

Po chwili do rozmowy przyłącza się Alicja Dworska, czeska rzeczniczka INPEG. Po angielsku, ale wyraźnie wyuczonymi wcześniej okrągłymi zdaniami, opowiada mi o planach. O alternatywnym szczycie, o młodzieżowym festiwalu i wielkim gwiaździstym marszu do Centrum Kongresowego w dniu światowej akcji przeciwko kapitalizmowi. - Czy nie boicie się awanturników, którzy przyjadą tu tylko po to, aby zrobić zadymę? - Jedyne, czego się boimy, to prowokacji i brutalności czeskiej policji. My ich jeszcze dobrze pamiętamy sprzed kilkunastu lat - odpowiada Alicja. - Naszym celem jest zapoczątkowanie dyskusji na temat Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Chcemy pokazać siłę naszych argumentów, to, że wiele osób podziela nasze poglądy, że przeciwnicy ekonomicznej globalizacji są rzeczywiście mocni. Jest wiele sposobów zmieniania świata. My czujemy się tylko częścią globalnego ruchu. I chcemy pchnąć te idee do przodu - przekonuje.

Praga, wczesny wieczór. Zachodzące słońce odbija się w szklanych ścianach Centrum Kongresowego. Obok jeden z najnowocześniejszych hoteli w czeskiej stolicy. Wkoło niemal żywego ducha. Plakaty, witające uczestników finansowego szczytu, łopoczą na wietrze. W koło przygotowane metalowe barierki, na razie jednak każdy może między nimi przejść. Spokój i cisza. Przed burzą?

Michał Zazula

Dowiedz się więcej na temat: media | thomas | seattle | Praga

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy