​Premier Francji zapowiada gruntowne reformy

Nowy premier Francji Edouard Philippe w opublikowanym we wtorek wywiadzie dla dziennika "Financial Timesa" zapewnił, że jego rząd jest otwarty na zagraniczny biznes i poważnie podchodzi do ograniczenia wydatków publicznych.

Według "FT" przedstawiany jako reformatorski program prezydenta Francji Emmanuela Macrona opiera się na zapowiedziach wyborczych politycznego mentora Philippe'a, Alaina Juppe. Premier potwierdził, że planowane reformy szefa państwa to "bezpośrednia spuścizna" po Juppe, który przegrał prezydenckie prawybory wśród Republikanów.

Reklama

Philippe zareagował śmiechem na sugestię, że plany nowego rządu w sprawie uelastycznienia rynku pracy, obniżenia podatków dla firm i nacisku na ograniczanie wydatków publicznych są działaniami prawicowymi. "Tak, a czego pan oczekiwał?" - zapytał premier dziennikarza przeprowadzającego wywiad. "Czuję, że to co wprowadzamy jest zgodne z tym, czego broniliśmy w programie prezydenckim Alaina Juppe" - oznajmił Philippe, który był wysokim rangą przedstawicielem Republikanów.

"FT" przypomina, że w ubiegłym tygodniu premiera spotkały pierwsze nieprzyjemności od objęcia stanowiska. Najpierw dzień przed oficjalnym przemówieniem Philippe'a w Zgromadzeniu Narodowym, Macron wystąpił na wspólnej sesji obu izb parlamentu w Wersalu.

Następnie, gdy premier powiedział deputowanym, że kraj musi poczekać z wprowadzaniem ulg podatkowych, aby deficyt budżetowy Francji był zgodny z zasadami UE, minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire wydawał się naciskać na ich wcześniejsze wdrożenie. Zaapelował o to do samego prezydenta.

Philippe powiedział "FT", że tak jak Le Maire "byłby zachwycony", jeśli udałoby się jednocześnie spełnić wyborczą obietnicę Macrona dotyczącą ulg podatkowych i ograniczyć deficyt do 3 proc. PKB, czego domaga się Bruksela. Ostrzegł jednak, że wymagałoby to trudnych cięć wydatków.

Premier przyznał, że trwają rozmowy na temat przeprowadzenia reformy podatku majątkowego już w przyszłym roku a nie w 2019. Rozmowy te najpewniej zakończą się w tym tygodniu. Plan likwidacji podatków od nieruchomości, który kosztowałby 10 mld euro, także może zostać wdrożony w 2018 roku.

"Omawiamy tempo tych działań, biorąc pod uwagę nasze ograniczenia" - powiedział Philippe. "Bardziej od tych środków liczy się kierunek. (...) Niezależnie od tego, co się stanie, przyjmiemy projekt ustawy określającej harmonogram wszystkich środków fiskalnych na najbliższe lata" - zapewnił.

Jak wyjaśnia "FT", ten zwrot świadczy o dylemacie Philippe'a dotyczącym prób stymulowania inwestycji i tworzenia miejsc pracy z jednej strony, a z drugiej upewniania się, że Francja nie będzie objęta procedurą nadmiernego deficytu UE. Gazeta przypomina, że jeśli Francji w tym roku nie uda się załatać dziury budżetowej w wysokości 8 mld euro, to kraj będzie jedynym członkiem Wspólnoty łamiącym tę zasadę.

Macron chce przekształcić Francję w probiznesowy cel inwestycyjny po tym, jak jego socjalistyczny poprzednik Francois Hollande zepsuł reputację kraju podwyższając podatki, co doprowadziło do publicznego "buntu" przedsiębiorców. Francji zależy też na przyciągnięciu firm szukających alternatywy dla Wielkiej Brytanii po brexicie.

W wywiadzie premier Philippe podkreślił, że przesłanie dla świata brzmi, iż Francja jest otwarta na biznes i naprawdę zależy jej na uniezależnieniu się od wydatków publicznych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy