Prezydent Buhari po raz pierwszy o porwaniu dziewcząt

"Przykro nam, że do tego doszło" czytamy w oświadczeniu wydanym w piątek przez prezydenta i szefa rządu Nigerii Muhammadu Buhariego. "Modlimy się, by nasze waleczne siły zbrojne odnalazły zaginione i doprowadziły je bezpiecznie do rodzin".

W poniedziałek bojownicy Boko Haram napadli na szkołę z internatem w wiosce Dapchi, położonej w stanie Jobe (Yobe) w północno-wschodniej Nigerii, wyposażeni w ciężką broń.

Reklama

Według BBC, do piątku wieczorem nie odnaleziono co najmniej 100 uprowadzonych uczennic. 

Nie jest to pierwsze porwanie uczennic przez bojowników Boko Haram. W 2014 roku organizacja ta, której nazwa oznacza "zachodnia edukacja jest zakazana", porwała 270 uczennic z miejscowości Chibok. Około 60 dziewcząt uciekło wkrótce po uprowadzeniu, a w ubiegłym roku doszło do uwolnienia ponad stu, ale pozostałe są nadal przetrzymywane przez Boko Haram w nieznanym miejscu.

Dapchi położone jest 275 km na północny wschód od Chibok.

Założone w 2002 roku ugrupowanie Boko Haram początkowo stawiało sobie za cel walkę z zachodnią edukacją i europejskim stylem życia. W 2009 roku organizacja rozpoczęła akcję zbrojną na rzecz przekształcenia Nigerii lub przynajmniej jej części w muzułmańskie państwo wyznaniowe, w którym obowiązywałoby prawo szariatu.

Szacuje się, że w wyniku islamistycznej rebelii od 2009 roku zginęło ponad 20 tys. osób, a 2,6 mln musiało opuścić swe domy. 170-milionowa Nigeria, jeden z najludniejszych krajów Afryki, jest prawie równo podzielona na muzułmanów i chrześcijan.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje