Prezydent Chile zaostrza kary za stosowanie tortur i "nieludzkie traktowanie"

Prezydent Chile Michelle Bachelet ogłosiła ustawę, która zaostrza kary za stosowanie tortur i okrutne traktowanie osób przez funkcjonariuszy publicznych - wydłużono je do dziesięciu lat więzienia, a w przypadkach zabójstwa lub gwałtu - do dożywocia.

Kary te będą dotyczyć także prywatnych osób, które do popełnienia wspomnianych czynów skłonili bądź zachęcili funkcjonariusze.

Zgodnie z chilijskim ustawodawstwem osoba skazana na dożywotnie pozbawienie wolności, czyli na najwyższy przewidziany wymiar kary, nie może skorzystać z ewentualnego jej skrócenia przed odbyciem 40 lat więzienia.

Reklama

Centrolewicowa prezydent Bachelet, komentując nowe przepisy, wyjaśniła, że jako tortury ustawa "pozwala kwalifikować również psychologiczne znęcanie się nad ofiarami" lub "przemoc seksualną".

Brak wystarczających podstaw prawnych do karania tego rodzaju czynów, jak podkreśliła prezydent, sprzyjał dotąd zwłaszcza tolerowaniu w społeczeństwie stosowania przemocy wobec kobiet.

Jako aktualny przykład tego rodzaju brutalnej przemocy Bachelet przywołała przypadek pewnej ubogiej kobiety z plemienia Indian Mapuczów, który poruszył opinię publiczną Chile. Kobietę poddano w więzieniu zabiegowi cesarskiego cięcia w obecności strażników więziennych, którzy oglądali cały przebieg porodu.

Konflikty z Indianami z tego wędrownego plemienia, rdzennymi mieszkańcami Chile, osadzonego wbrew ich woli w rezerwatach, prowadziły niejednokrotnie do stosowania wobec nich represji policyjnych. Dochodziło do nich szczególnie m.in. za dyktatury gen. Augusto Pinocheta (1973-1990), a ostatnio za prezydentury poprzednika pani prezydent Bachelet, liberalnego polityka i przedsiębiorcy Sebastiana Pinery.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje