Prezydent Czech skrytykował atak na Syrię

Prezydent Czech Milosz Zeman skrytykował w niedzielę w wywiadzie dla radia Frekvence 1 sobotni atak sił USA, Francji i Wielkiej Brytanii na Syrię. Jego zdaniem atak na jakikolwiek kraj może być przeprowadzony tylko za zgodą Radę Bezpieczeństwa ONZ.

Zeman skrytykował także pierwszą reakcję na naloty premiera Andreja Babisza, który powiedział, że akcja sojuszników była nie do uniknięcia. Prezydent określił słowa szefa rządu, jako krótkowzroczne. Agencja CTK zauważa, że po niedzielnym spotkaniu z Zemanem Babisz powiedział, że "nalot niczego nie rozwiązał".

Reklama

"Jestem zwolennikiem jednoznacznego poglądu, że zbrojny atak na jakikolwiek kraj może być przeprowadzony tylko z mandatem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jedynym wyjątkiem (...) jest sytuacja, w której chodzi o atak na islamskich terrorystów, jak to ma miejsce np. w Afganistanie. To oczywiście nie jest przypadek Syrii" - oświadczył Zeman.

Naloty nazwał kowbojską akcją. "Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że do Syrii zaczynają wracać pierwsi uchodźcy, co jest bardzo pozytywną informacją. Jeżeli jakiś kowbojski projekt ten pozytywny trend powstrzymuje to jest to delikatnie mówiąc błąd" - powiedział czeski prezydent.

Zdaniem Zemana Zachód zdezorganizował Bliski Wschód. Przypomniał inwazję na Irak z 2003 roku, poparcie dla powstańców w Libii i określił te operacje mianem głupoty. Według niego zachowanie w Syrii jest trzecią, kolejnym błędem.

Nawiązując do sobotniej reakcji Babisza na atak w Syrii prezydent ocenił, że premier chciał być solidarny z wcześniejszymi wypowiedziami ministra spraw zagranicznych Martina Stropnicky’ego oraz minister obrony Karli Szlechtovej. "Chciałbym tym ministrom, przekazać (...), że jesteście, przynajmniej na razie, ministrami rządu Republiki Czeskiej a nie rządu Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii lub Francji" - powiedział Zeman.

Stropnicky w sobotę m.in. oceniał, że atak był zgodny z prawem nawet bez mandatu RB ONZ. Szlechtova powiedziała, że USA, Wielka Brytania i Francja jasno pokazały, że nie można tolerować wykorzystywania broni chemicznej.

Siły amerykańskie, brytyjskie i francuskie przeprowadziły nad ranem w sobotę serię nalotów w Syrii w ramach akcji odwetowej za użycie przez reżim Baszara el-Asada broni chemicznej podczas ataku z 7 kwietnia w mieście Duma na wschód od Damaszku; zginęło wówczas ponad 60 osób. Celem sobotnich bombardowań był wojskowy ośrodek naukowo-badawczy w Damaszku, zajmujący się technologią broni chemicznej oraz składy znajdujące się na zachód od miasta Hims.

Z Pragi Piotr Górecki


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy