Prezydent potępił atak sił USA, w którym zginęło dziecko

Prezydent Afganistanu Hamid Karzaj potępił zbombardowanie w czwartek domu w prowincji Helmand przez siły USA. Poinformował, że w ataku tym zginęło dziecko i ranne zostały dwie kobiety - powiedział jego rzecznik. Wcześniej podawano, że również kobiety zginęły.

Atak ten "pokazuje, że siły USA nie szanują decyzji Wielkiego Zgromadzenia (Loja Dżirga - zgromadzenia starszyzny i przywódców plemiennych) ani życia cywilów w Afganistanie" - oświadczył rzecznik Karzaja, Aimal Faizi. Powiedział, że dziecko, które zginęło, miało dwa, może trzy lata.

Reklama

Według Faiziego Amerykanie zbombardowali dom, gdy schronił się tam osobnik, który był celem operacji. - Życie cywilów jest dla nich nieważne. Zabijają cywilów jak muchy - powiedział.

Reuters zwraca uwagę, że amerykański atak nastąpił w szczególnie niekorzystnym momencie - Karzaj negocjuje obecnie z rządem USA porozumienie dwustronne, mające umożliwić obecność wojsk amerykańskich w Afganistanie po roku 2014, gdy wycofają się z tego kraju siły koalicji międzynarodowej.

Na początku tygodnia Karzaj uzależnił podpisanie porozumienia z USA w kwestii bezpieczeństwa od kilku nowych warunków, m.in. od wstrzymania operacji militarnych, których celem są domy Afgańczyków, oraz zwolnienia obywateli Afganistanu z więzienia w Guantanamo.

"Jeśli takie operacje będą kontynuowane, nie będzie porozumienia" - oświadczył rzecznik prezydenta.

Karzaj żąda też "szczerego zaangażowania" Stanów Zjednoczonych w proces rokowań pokojowych z talibami, które są obecnie w impasie, oraz w przygotowania do "wolnych i transparentnych" wyborów w Afganistanie 5 kwietnia przyszłego roku.

Prezydent zapowiada, że nawet po spełnieniu przez USA tych warunków ewentualne porozumienie powinien podpisać dopiero zwycięzca przyszłorocznych wyborów.

Waszyngton wzywa afgańskiego prezydenta do podpisania porozumienia bez zbędnej zwłoki i uprzedza, że w przeciwnym razie Stany Zjednoczone "nie będą miały innego wyjścia", niż rozpocząć, wraz z innymi państwami NATO, wycofywanie swoich wojsk z Afganistanu po roku 2014.

Analitycy wskazują, że niepodpisanie tego porozumienia może oznaczać, iż USA wycofają z Afganistanu cały swój kontyngent, a walka z talibami stanie się wyłączną odpowiedzialnością Kabulu.

Dwustronne porozumienie ma dotyczyć środków bezpieczeństwa, jakie USA zapewniałyby Afganistanowi po wycofaniu swych formacji bojowych z końcem 2014 roku. Według podanych dotąd informacji, w Afganistanie miałoby pozostać ok. 10 tys. amerykańskich żołnierzy odpowiedzialnych przede wszystkim za szkolenie afgańskich sił bezpieczeństwa, a także niewielka grupa żołnierzy sił antyterrorystycznych. Dodatkowo pozostać miałoby kilka tysięcy żołnierzy z innych państw Zachodu.

Dowiedz się więcej na temat: Hamid Karzaj

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje