Prezydent Turcji: Nie chcemy eskalować sytuacji

Rosyjski samolot został zestrzelony przez tureckie siły w tureckiej przestrzeni powietrznej i rozbił się na obszarze Syrii - oświadczył w środę prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Zaznaczył też, że Turcja działa wyłącznie w obronie swego bezpieczeństwa.

Elementy maszyny spadły na tureckie terytorium i raniły dwóch tureckich obywateli.

Reklama

Prezydent Erdogan zapewnił jednocześnie, że Turcja nie chce eskalować sytuacji. Jak oświadczył, Turcja działała wyłącznie, by bronić swego bezpieczeństwa i "praw swych braci" w Syrii.

Podkreślił, że polityka Turcji w Syrii nie zmieni się. "Będziemy kontynuować nasze humanitarne wysiłki po obu stronach syryjskiej granicy. Jesteśmy zdeterminowani podjąć wszelkie konieczne kroki, by zapobiec nowej fali imigracji" - dodał.

Prezydent Turcji tłumaczył, że myśliwce F-16 zostały użyte po tym, jak "dziesięć razy w ciągu pięciu minut" rosyjski bombowiec Su-24 dostał ostrzeżenie i nakaz opuszczenia tureckiej przestrzeni powietrznej.


Rosja: Jesteśmy gotowi na koalicję przeciw IS nawet z Turcją

Z kolei ambasador Rosji w Paryżu Aleksandr Orłow powiedział, że jego kraj jest gotowy "powołać wspólny sztab generalny" przeciwko Państwu Islamskiemu (IS) z udziałem USA, Francji, a nawet Turcji, mimo zaostrzenia stosunków między Moskwą a Ankarą.

"Jesteśmy gotowi do wspólnego zaplanowania ataków na pozycje Daesz (arabski akronim IS) i utworzenia sztabu generalnego wspólnie z Francją, Ameryką i wszystkimi krajami chętnymi do wejścia do tej koalicji" - powiedział dyplomata w radiu Europe 1. Dodał, że Turcja też jest "mile widziana, jeśli zechce".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje