​Prezydent Wenezueli: Tak prędko mnie nie odwołacie...

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro wykluczył w sobotę, że referendum w sprawie odwołania go ze stanowiska odbędzie się jeszcze w 2016 roku. "Jeśli opozycja spełni wszystkie warunki, to referendum odbędzie się najwcześniej w przyszłym roku" - powiedział.

Za przeprowadzeniem referendum w sprawie odwołania bardzo niepopularnego prezydenta przeciwnikom socjalistycznego rządu udało się zebrać podpisy 1,8 mln Wenezuelczyków. Zgodnie z prawem do ogłoszenia kolejnej obowiązkowej konsultacji wystarczyłoby 200 tys.

Reklama

Jak zapowiedziała w piątek Wenezuelska Krajowa Rada Wyborcza (CNE), obecnie trwa weryfikacja podpisów tych osób.

Sam Maduro, jak i rządząca Partia Socjalistyczna znajdują się w ostatnim czasie pod pręgierzem krytyki. Buntowniczym nastrojom sprzyjają silna recesja, najwyższa na świecie inflacja i braki w zaopatrzeniu, które porównywalne są z czasami Związku Radzieckiego.

Od referendum odwoławczego dzieli Wenezuelę jeszcze jeden etap: zebranie podpisów 20 proc. wyborców opowiadających się za jego przeprowadzeniem, czyli ok. 4 mln głosów.

Jeśli w końcu dojdzie do referendum, usunięcie Maduro z Pałacu Prezydenckiego będzie wymagać zebrania większej liczby głosów, niż ta, którą uzyskał w wyborach z 2013 roku, tj. ponad 7,5 mln.

Referendum odwoławcze przeprowadzone jedyny raz w historii Wenezueli w 2004 roku zakończyło się porażką opozycji: nie zdołała odwołać Hugo Chaveza ze stanowiska prezydenta. 

Dowiedz się więcej na temat: Wenezuela

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje