Prochy "mordercy z wrzosowisk" rozsypane w morzu

Prochy Iana Brady'ego, jednego z tzw. "morderców z wrzosowisk", po skremowaniu w ubiegłym tygodniu, zostały rozsypane w morzu - to informacje, które ujawniono po pięciu miesiącach od śmierci seryjnego zabójcy. Brady zmarł w jednym z brytyjskich szpitali psychiatrycznych w maju tego roku w wieku 79 lat. Wraz ze swoją dziewczyną w latach 60. zabił pięcioro dzieci.

Ian Brady w latach 1963-1965, wraz ze swoją dziewczyną Myrą Hindley, zabił pięcioro dzieci w wieku od 10 do 17 lat. Niektóre z ofiar zostały także wykorzystane seksualnie. Hindley zmarła w więzieniu w 2002 roku.

Reklama

Od momentu śmierci Brandy'ego, wiele osób zastanawiało się, gdzie pochowano "mordercę z wrzosowisk". Rodziny ofiar początkowo obawiały się, że spoczął on w Saddleworth Moor - miejscu, gdzie natrafiono na szczątki zabitych dzieci. To słynne wrzosowiska w północno-zachodniej Anglii.

Z kolei - jak podaje BBC - sam Brandy chciał, żeby jego szczątki zostały spalone i rozsypane w Glasgow, gdzie dorastał, jednak rada miejska odmówiła kremacji na swoim terenie.

Jak wynika z opublikowanych informacji, ciało seryjnego mordercy zabrano z kostnicy 25 października br. Przewieziono je do krematorium, gdzie zostały spalone bez pozwolenia na muzykę i kwiaty. Decyzją sądu, jego prochy umieszczono w ekologicznej urnie i wrzucono do morza.

Jak podkreślił Terry Kilbride, brat jednej z ofiar - 12-letniego Johna - rodziny zamordowanych dowiedziały się o planach pochówku mordercy nieco wcześniej.

"Urnę zrobiono z soli. Rozpadła się po około 10 lub 15 minutach przebywania w wodzie" - powiedział Terry Kilbride. Nazwał Iana Brady'ego manipulatorem, który dręczył rodziny zamordowanych dzieci nawet z więzienia. O mordercy wspominano czasem w telewizji lub w gazetach - zawsze w okolicach rocznic lub świąt. 

Jak czytamy na stronie BBC, przerażająca dla rodziny Kilbride była także informacja o dacie śmierci Brady'ego - morderca zmarł 15 maja, dokładnie w dniu urodzin zamordowanego przez niego 12-letniego Johna.

"Morderca z wrzosowisk" zmarł z przyczyn naturalnych w szpitalu psychiatrycznym w brytyjskim Maghull. W placówce przebywał od 1985 roku. Trafił tam, ponieważ został uznany za niepoczytalnego.

RMF/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje