Prokuratura Europejska, ale bez Polski

Blisko 20 krajów UE - w tym Niemcy, Francja, ale bez Polski - chce stworzyć Prokuraturę Europejską. Warszawa zmniejsza także zaangażowanie w Eurokorpusie założonym przez Berlin i Paryż. Czy to już "UE wielu prędkości"?

Prace nad Prokuraturą Europejską, która ma zajmować się przestępstwami wobec budżetu UE (m.in. w funduszach spójności) oraz ściganiem przypadków unikania VAT w skali międzynarodowej, toczą się już od 2013 r. Jednak dopiero marcowy szczyt UE formalnie potwierdził, że nie ma szans na wymaganą jednomyślność całej Unii w tej kwestii. To otworzyło drogę do "wzmocnionej współpracy" węższej grupy państw wewnątrz UE. W ostatni poniedziałek 16 z nich, w tym Niemcy, Francja i Hiszpania, oficjalnie powiadomiło o zamiarze ustanowienia Prokuratury Europejskiej. Parę kolejnych (np. Włochy) chce wkrótce dołączyć. Ale wykluczają to m.in. Węgry, Polska, Holandia.

Reklama

"Wzmocniona współpraca" to jeden ze sposobów tworzenia unijnych "prędkości", czyli różnicowania tempa integracji różnych grup w UE. Dotąd stosowano ją rzadko i bez udziału Polski - i w sprawie unijnego patentu, i w kwestii praw majątkowych oraz rozwodów w międzynarodowych małżeństwach i związkach partnerskich. Jednak dopiero Prokuratura Europejska urasta do symbolu różnych "prędkości". W sprzeciwie wobec Prokuratury chodzi o obronę suwerenności przed Unią wkraczającą m.in. w kwestie podatków (przestępstwa VAT). Istotnie, podatki w UE są zasadniczo domeną rządów krajowych.

O złagodzenie zapisów dotyczących "prędkości" (bez przywoływania tej nazwy) w unijnej Deklaracji Rzymskiej z 25 marca zabiegały kraje Grupy Wyszehradzkiej i bałtyckie, bo to one boją się zepchnięcia na decyzyjne peryferia Unii. Tyle, że w kwestii Prokuratury Europejskiej argumenty suwerennościowe są silne w Holandii, co burzy prosty podział między starą Europą a Polską czy Węgrami. - Ale to Warszawa i Budapeszt mocno korzystają z budżetu UE, którego ma bronić Prokuratura. A konflikt z Brukselą o Trybunał Konstytucyjny tak obciąża Polskę, że w efekcie może i sprawa Prokuratury jest wyolbrzymiana jako sygnał dystansowania się od eurointegracji - mówi urzędnik UE.

Eurokorpus i obronna "prędkość" UE

Zamieszanie co do intencji Polski panuje też w sprawie Eurokorpusu, który Berlin i Paryż powołały w latach 90. na bazie francusko-niemieckiej brygady z dowództwem w Strasburgu. Obecnie kluczowymi "państwami ramowymi" Eurokorpusu są też Hiszpania, Belgia i Luksemburg. A w roku 2017 takiej roli miała podjąć się Polska. Jednak rząd Beaty Szydło z tego zrezygnował, a w zeszłym tygodniu ujawniono, że ponadto chce w najbliższych latach zmniejszać zaangażowanie nawet jako kraj stowarzyszony Eurokorpusu.

Polska dyplomacja tłumaczy, że Warszawie brakuje angielskojęzycznych oficerów wyszkolonych do pracy w organizacjach międzynarodowych.

I skoro trzeba ich do nowych dowództw NATO w Polsce, to nie może wysyłać ich do Eurokorpusu. - Nikt mnie o to nie pytał. Ten temat nie istnieje - zapewniał w ostatnią środę szef dyplomacji Witold Waszczykowski po spotkaniach z innymi ministrami w Brukseli.

Jednak niektórzy zachodni dyplomaci dostrzegają w decyzjach Polski mocny polityczny gest. - Polska właśnie nam zasygnalizowała, że nie podoba się jej kierunek rozwoju unii obronnej w ramach UE - przekonuje jeden z zachodnich polityków. I miałby rozchodzić się nie tylko o niechęć Polaków do "zbytniego skupiania się" Zachodu na południowym sąsiedztwie Unii, lecz także do lęków przed planami integracji rynku obronnego Unii (to ma być część "unii obronnej"). Mogłoby to prowadzić do groźnej konkurencji dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. "Unia obronna" też jest nazywana jedną z "prędkości" w UE.

Euroland - prawdziwa pierwsza prędkość

Choć to kanclerz Angela Merkel odświeżyła w lutym debatę o "Unii wielu prędkości", to Berlin pozostaje głównym rzecznikiem przytrzymywania młodszej części UE jak najbliżej unijnego centrum. Przed wrześniowymi wyborami w Niemczech nie będzie decyzji o poważnych reformach strefy euro. A to od nich zależy, czy i jak prędko euroland - prawdziwa "pierwsza prędkość" odjedzie od reszty UE spoza eurolandu. Co dalej? - W koncepcji różnych prędkości powstaje pytanie, kto decyduje, w jakim miejscu UE jest dany kraj Unii. Decyduje się samemu czy raczej inni decydują o tobie? - powiedział prof. Fernando Fernandez podczas debaty o "prędkościach" w ośrodku Bruegel.

Tomasz Bielecki, Bruksela/Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy