Prokuratura zakneblowała matkę wcześniaka

- Nikt nie chce mnie przesłuchać - mówi mama niepełnosprawnego Oskara, który doznał czterokończynowego porażenia mózgowego w wyniku zaniedbania lekarzy. Wydawało się, że sprawa nabierze rozpędu, po tym jak została przeniesiona do innej prokuratury. Okazało się jednak, że wszędzie liczą się tylko opinie biegłych. Nikt nie chce wysłuchać matki dziecka.

Sprawa toczy się od dwóch lat. Przez te dwa lata ani razu nie przesłuchano matki chorego Oskara. - To skandal - mówi pani Anna S., która usiłuje się przedrzeć przez mur biurokracji. - Tu zwykły człowiek nie ma nic do powiedzenia - dodaje.

Reklama

Opis standardów medycznych to pic na wodę

Matka zarzuca lekarzom brak wiedzy medycznej. Chłopiec ważący 1400 gramów został przeniesiony na OIOM na rękach, a lekarz powinien użyć inkubatora transportowego z respiratorem. "Po przeniesieniu na OIOM dziecko nie oddychało, a jego stan był ciężki - chłopiec musiał być podłączony pod respirator" - to fragment zeznania dr Bielawskiej Sowy z sądu cywilnego. - Zeznanie zostało złożone pod przysięgą - zaznacza mama Oskara.

Ten sprzęt powinien się znajdować na każdym oddziale neonatologii - jest to zapisane w dokumencie "Standard świadczenia usług medycznych -NEONATOLOGIA", opracowanym przez Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej. Inkubatora jednak zabrakło, choć lekarze mieli czas na to, by przygotować się do porodu. Biegli stwierdzili, że "to, co opracowało ministerstwo w tym i innych dokumentach nie oznacza, że wydane są ustawy wykonawcze". Czyli pacjenci nie mogą wierzyć temu, co opisane jest w oficjalnych dokumentach.

Skandaliczna opinia biegłych

Pani Anna S. dowiedziała się, że kalectwo jej syn zawdzięcza sobie, bo za wcześnie przyszedł na świat. "Przeniesienie małoletniego Oskara na rękach lekarza miało pozytywny wpływ na dziecko" - cytuje z odpowiedzi od Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku zrozpaczona matka. W piśmie od prokuratury znalazł się również skandaliczny zapis: "W trakcie przenoszenia dziecko leży na jednym ramieniu, a druga ręka jest używana do wentylacji workiem Ambu. Noworodek i lekarz poruszają się w jednym rytmie, wentylacja jest łatwiejsza i bezpieczniejsza niż w sytuacji, kiedy dziecko jedzie w inkubatorze, a wentyluje je osoba idąca obok - są to dwa osobne układy ruchu utrudniające koordynację".

Anna S. walczy nie tylko o wyjaśnienie swojej sprawy, ale o los przyszłych matek i ich dzieci. - Człowiek nie może być traktowany jak przedmiot - mówi matka Oskara.

Czy kiedykolwiek doświadczyłeś takiej opieki zdrowotnej lub słyszałeś o takim przypadku od znajomych? Weź udział w dyskusji.

Dowiedz się więcej na temat: matki | matka | prokuratura | dziecko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje