Protesty przeciw Romom w Bułgarii. Doszło do zamieszek

Ponad pięć tys. osób zgromadziło się w niedzielę na kolejnej antyromskiej manifestacji w bułgarskim mieście Asenowgrad na południu kraju. Doszło do starć z policją. Demonstranci zaatakowali też operatora jednej z telewizji komercyjnych.

Do miasta ściągnięto liczne oddziały policji i żandarmerii, konną policję, a także armatki wodne. Przybył też szef służb operacyjnych MSW. Od wtorku trwa blokada dzielnicy romskiej. Policja otoczyła ją, aby demonstranci nie mieli dostępu do części miasta, gdzie dominują Romowie. Do starć z policją dochodziło właśnie na granicy tej dzielnicy.

Reklama

W manifestacji uczestniczyły grupy nacjonalistów z innych miast, które przybyły do oddalonego o kilkanaście kilometrów od Płowdiwu 50-tysięcznego Asenowgradu. Policja poinformowała o przybyciu do miasta ponad 200 członków klubu motocyklowego oraz grupy kibiców piłki nożnej. "Bikersów" zmuszono do pozostawienia motocykli na obrzeżach miasta; wszyscy - także kibice - zostali wylegitymowani.

Wśród organizatorów protestu są przedstawiciele partii nacjonalistycznych, które wchodzą w skład współrządzącej koalicji "Zjednoczeni Patrioci". Jeden z jej przedstawicieli, wiceprzewodniczący partii WMRO - Bułgarski Ruch Narodowy i zarazem deputowany do Parlamentu Europejskiego, Angeł Dżambazki w wywiadzie telewizyjnym zasugerował eutanazję jako "sposób na rozwiązanie kwestii romskiej".

Miejscowe media poinformowały, że z ponad 10-tysięcznej romskiej dzielnicy w Asenowgradzie ewakuowano część mieszkańców.

Napad na kajakarzy

Do wzrostu napięcia w tym mieście doszło w miniony poniedziałek po napadzie grupy Romów na miejscową drużynę młodych kajakarzy, którzy odbywali trening na miejscowym zbiorniku retencyjnym.

Według świadków Romowie napadli kajakarzy uzbrojeni w siekiery i kije. Do niewielkiej początkowo grupki napastników dołączyły potem inne osoby narodowości romskiej. Bijatyka przeniosła się do miasta, a nawet do miejscowego szpitala, do którego trafiło kilka osób, jakie odniosły obrażenia.

Powstrzymać starcia próbowali nieliczni policjanci, którzy jednak nie dali sobie z tym rady i musieli wezwać posiłki. W nocy do miasta przybyła żandarmeria, która otoczyła dzielnicę romską. Blokada dzielnicy trwa.

Zatrzymano dziewięciu Romów; w piątek sąd miejski postanowił, że mają oni pozostać w areszcie.

Co wieczór

Protesty bułgarskiej ludności miasta zaczęły się w środę i powtarzają się do wieczór. Ludzie domagają się położenia kresu przypadkom agresji Romów, wysiedlenia tych spośród nich, którzy nie są zameldowani w Asenowgradzie, zburzenia nielegalnie wybudowanych domów w romskiej dzielnicy, wyegzekwowania opłat za prąd i wodę od romskich rodzin, które korzystają z nich nielegalnie, a w dalszej perspektywie - podjęcia kroków dla integracji tej mniejszości z bułgarską społecznością Asenowgradu. Dotychczasowe działania podejmowane w tej sferze nie dały żadnych pozytywnych rezultatów.

Problemy z nielegalnymi osiedlami romskimi to nie tylko problem Asenowgradu. Istnieje on również w innym miastach Bułgarii, gdzie w ostatnich latach także wybuchają sporadycznie protesty.

Według oficjalnych danych w Bułgarii żyje ok. 500 tys. Romów. Ponieważ jednak znaczna część z nich podczas przeprowadzania spisów ludności określa się raczej jako Turcy niż Romowie ich realna liczba szacowana jest na 1-1,2 mln.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)

Dowiedz się więcej na temat: Bułgaria

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje