Prowokacja na granicy, żołnierze stracili nogi

​Korea Płd. zagroziła w poniedziałek ostrymi krokami odwetowymi Korei Płn., którą władze w Seulu oskarżyły o podłożenie min kilka dni temu w strefie zdemilitaryzowanej między państwami koreańskimi. Rannych zostało dwóch południowokoreańskich żołnierzy.

Według władz Korei Południowej 4 sierpnia trzy miny eksplodowały, raniąc dwóch żołnierzy w czasie rutynowego patrolu. Jeden z nich stracił obie nogi, a drugi - jedną.

Reklama

"Jesteśmy przekonani, że były to północnokoreańskie miny przeciwpiechotne podłożone z zamiarem zabicia (żołnierzy) przez naszych wrogów, którzy potajemnie przedostali się przez granicę wojskową" - powiedział rzecznik resortu obrony w Seulu.

Przewodniczący południowokoreańskiego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów generał Ku Hong Mo oświadczył, że Seul "zdecydowanie potępia ten tchórzliwy czyn, który byłby nie do pomyślenia w przypadku normalnego wojska". Ocenił, że jest to naruszenie rozejmu po wojnie koreańskiej.

Wysokie rangą południowokoreańskie źródło wojskowe powiedziało dziennikarzom, że Seul sądzi, iż północnokoreańscy żołnierze potajemnie przekroczyli granicę i podłożyli miny między 23 lipca a 3 sierpnia.

Nie sprecyzowano, jakie kroki może podjąć Seul wobec Pjongjangu w związku z tym incydentem. Specjalista ds. północnokoreańskich w Międzynarodowej Grupie Kryzysowej (International Crisis Group) w Seulu Dan Pinkston ocenił, że "trudno powiedzieć, co realnie może zrobić Korea Południowa" w tej sytuacji.

Rozdzielająca obie Koree strefa zdemilitaryzowana ma ok. 4 km szerokości. Po obu stronach strefy skoncentrowano w sumie setki tysięcy żołnierzy i ciężkie uzbrojenie.

Oba państwa koreańskie pozostają formalnie w stanie wojny, a dzieląca je linia demarkacyjna należy do najsilniej ufortyfikowanych na świecie. Wojna koreańska (1950-1953) zakończyła się bowiem jedynie rozejmem. Dotychczas nie zawarto układu pokojowego. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje