Przerażająca śmierć kenijskiego pasterza

Kiedy kenijski pasterz - 35-letni Moses Lekalau - pędził swoje stado leśną ścieżką, drogę zastąpił mu lew. Okolica, w której p. Lekalau wypasał swoje stada jest częścią regionu Maralal - bogatego w dziką zwierzynę, niezwykle popularnego wśród miłośników safari.

Lew zaatakował, a p. Lekalau podjął walkę z drapieżnikiem. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, Kenijczykowi - po półgodzinnej walce - udało się zabić zwierzę za pomocą pasterskiej laski. Woń krwi zabitego lwa i poranionego pasterza przyciągnęła jednak na miejsce stado hien. Im już p. Lekalau nie dał rady.

Reklama

Po jakimś czasie na drodze pojawił się motocyklista, który odgonił hieny, a samego pasterza zawiózł do szpitala. Stamtąd przewieziono go helikopterem do stołecznego szpitala w Nairobi.

Operacja trwała siedem godzin. Lekarze musieli amputować ramiona p. Lekalau i próbowali zrekonstruować jego twarz, która została w dużym stopniu pożarta przez hieny. Niestety, pasterz wkrótce po operacji zmarł z powodu wykrwawienia.

Rzecznik Kenijskich Parków Narodowych, Paul Udoto, zapowiedział, że rodzina Mosesa Lekalau otrzyma rekompensatę od państwa.

ZS

Dowiedz się więcej na temat: Lew | stado | Lew | śmierć

Reklama

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze (43)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje