Przerażająca śmierć kenijskiego pasterza

Środa, 21 listopada 2007 (12:44)

Kiedy kenijski pasterz - 35-letni Moses Lekalau - pędził swoje stado leśną ścieżką, drogę zastąpił mu lew. Okolica, w której p. Lekalau wypasał swoje stada jest częścią regionu Maralal - bogatego w dziką zwierzynę, niezwykle popularnego wśród miłośników safari.

Zdjęcie

Fot. D. Lewandowski /Agencja SE/East News
Fot. D. Lewandowski
/Agencja SE/East News
Lew zaatakował, a p. Lekalau podjął walkę z drapieżnikiem. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, Kenijczykowi - po półgodzinnej walce - udało się zabić zwierzę za pomocą pasterskiej laski. Woń krwi zabitego lwa i poranionego pasterza przyciągnęła jednak na miejsce stado hien. Im już p. Lekalau nie dał rady.

Po jakimś czasie na drodze pojawił się motocyklista, który odgonił hieny, a samego pasterza zawiózł do szpitala. Stamtąd przewieziono go helikopterem do stołecznego szpitala w Nairobi.

Reklama

Operacja trwała siedem godzin. Lekarze musieli amputować ramiona p. Lekalau i próbowali zrekonstruować jego twarz, która została w dużym stopniu pożarta przez hieny. Niestety, pasterz wkrótce po operacji zmarł z powodu wykrwawienia.

Rzecznik Kenijskich Parków Narodowych, Paul Udoto, zapowiedział, że rodzina Mosesa Lekalau otrzyma rekompensatę od państwa.

ZS

Więcej na temat:Lew | stado | Lew | śmierć