Radni odebrali większość uprawnień burmistrzowi Toronto

Radni Toronto odebrali w poniedziałek większość uprawnień skompromitowanemu w skandalach burmistrzowi Robowi Fordowi, praktycznie niemal całkowicie pozbawiając go władzy. Ford zapowiedział radnym "otwartą wojnę".

Radni m.in. ograniczyli budżet burmistrza i przekazali zarządzanie nim wiceburmistrzowi, do niedawna wspierającemu Forda, również decyzje co do bezpośrednich podwładnych burmistrza przekazano jego zastępcy. Jak komentowali dziennikarze, uprawnienia Forda ograniczają się obecnie do możliwości przecinania wstęg. Już w ubiegłym tygodniu radni odebrali Fordowi prawo do podejmowania decyzji w sytuacjach kryzysowych.

Reklama

Jak rzadko kiedy, poniedziałkowe posiedzenie rady miasta było transmitowane nie tylko w popularnej lokalnej telewizji CP24, ale także w ogólnokrajowych programach. Ci, którzy oczekiwali na kolejne wydanie "cyrku w ratuszu", jak to nazywają kanadyjskie media, nie zawiedli się. Ford nie tylko przewrócił jedną z radnych, choć tłumaczył potem, że to był tylko przypadek. Porównał też obecne działania radnych do ataku Saddama Husajna na Kuwejt. "No, ludziska, jeśli sądzicie, że polityka w amerykańskim stylu jest wredna, to wy właśnie zaatakowaliście Kuwejt i, zapamiętajcie moje słowa, przyjaciele, to będzie otwarta wojna w następnych wyborach i zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby was pokonać" - powiedział Ford jeszcze przed głosowaniem.

Sprawa podejrzeń o alkoholowe i narkotykowe problemy burmistrza największego kanadyjskiego miasta zaczęła się w maju tego roku, ale od początku listopada przybrała na sile. Konserwatywny burmistrz przyznał się kilka dni temu, że palił crack w czasie pełnienia swojego urzędu i prowadził samochód po pijanemu. W wypowiedziach publicznych zaczął używać języka, który nie pojawia się nigdy w kanadyjskiej polityce. Za wszystko przepraszał, ale tracił poparcie tych radnych, którzy dotychczas opowiadali się za jego programem. Radni wezwali Forda w minioną środę do zawieszenia pełnienia obowiązków.

W ubiegłym tygodniu sąd odtajnił kolejną już część policyjnych protokołów, które powstały w związku ze śledztwem w sprawie przyjaciela burmistrza, Sandro Lisi, oskarżanego m.in. o wymuszenia. Nowe rewelacje to zeznania pracowników ratusza, którzy mówili policji m.in. o paleniu marihuany przez burmistrza, prowadzeniu samochodu w stanie nietrzeźwym i spotkaniach burmistrza z prostytutkami. Żaden z tych zarzutów nie został udowodniony w sądzie. Ford jednak przyznał się, że w minionych dwóch latach kupował narkotyki.

Sprawa Roba Forda stała się tematem relacji mediów nie tylko kanadyjskich, ale także światowych. Pod ratuszem demonstrują przeciwnicy Forda, wzywając go do ustąpienia.

Pytania o związki burmistrza Toronto z narkotykami oraz o jego problemy alkoholowe są stawiane od maja br., gdy dziennik "The Star" ujawnił istnienie nagrania, na który Ford ma jakoby palić crack. Ford przez wiele miesięcy zaprzeczał istnieniu tego nagrania, jednak niedawno policja potwierdziła, że film opisywany przez gazetę istnieje, choć oczywiście trudno na jego podstawie wyrokować, czy Ford rzeczywiście pali crack. Od początku listopada w mediach pojawia się coraz więcej szczegółów niekorzystnych dla burmistrza, choć żadne formalne oskarżenia jeszcze nie padły.

Ford jest burmistrzem Toronto od trzech lat. Wygrał wybory głównie głosami tzw. Ford Nation (narodu Forda), czyli mieszkańców konserwatywnych przedmieść i mniej zamożnych torontończyków. Następne wybory burmistrza odbędą się za rok.

Dowiedz się więcej na temat: burmistrz Toronto

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy