Religijna matka pięciorga dzieci kobietą sukcesu

Nili ma wielkie brązowe oczy, które nie przestają się uśmiechać. Na głowie ciemną perukę sięgającą ramion. Delikatny makijaż, drobne kolczyki. Jest ultraortodoksyjną Żydówką (haredi), matką pięciorga dzieci i dyrektorką odnoszącej sukcesy firmy high-tech.

- Jeśli nie masz wsparcia rodziny, to bardzo trudne. Nie każda kobieta tego zresztą chce. Jeśli twoja matka nie pracuje, twoje ciotki nie pracują, twoje sąsiadki i całe twoje środowisko jest w domu, czasem może pracują jako opiekunki do dzieci, co najwyżej - nauczycielki, to dorastasz nie marząc o studiach, pracy - tłumaczy Nili Dawidowic, dlaczego jej historia jako kobiety sukcesu jest tak wyjątkowa w tej społeczności.

W zeszłym tygodniu izraelski wiceminister finansów nazwał ultraortodoksyjnych Żydów w prowadzonej na żywo rozmowie radiowej "pasożytami", za co później przepraszał dwukrotnie.

Reklama

Na haredim (ortodoksyjnych Żydach) nie ciąży powszechny obowiązek służby wojskowej. Mogli też dotychczas liczyć na wsparcie państwa jako studenci religijnych szkół lub rodzice wielodzietnych rodzin. Ale nowy minister finansów Jair Lapid planuje rozmontować ten system opieki i pozostawić haredim samym sobie.

Obecnie, według danych Centralnego Banku Izraela, 60 proc. kobiet i 45 proc. mężczyzn haredim pracuje. Często jest to jednak praca na pół etatu, z niskim wynagrodzeniem, pozwalająca kobietom na zajęcie się domem i dziećmi, a mężczyznom na studiowanie Tory. Ponad połowa Żydów haredim żyje w biedzie.

Wielu świeckich Izraelczyków nie wie zbyt wiele o ich życiu. Mówią o nich czasem "czarni" ze względu na czarny chałat -  strój noszony przez Żydów haredim, wywodzący się z XVI-wiecznej Polski. Kobiety są najczęściej w spódnicach zakrywających kolana, obowiązkowo w pończochach, w perukach lub kapeluszach, bluzkach z długimi rękawami, zakrywających dekolt. Jeśli idą ulicą, najczęściej pchają przed sobą wózek z dziećmi.

Ta próba zatrzymania czasu - przynajmniej w sferze mody - to wyraz niezwykle silnego przywiązania do tradycji. Dlatego wejście haredim do sektora high-tech budzi czasem zdziwienie i uśmiech.

"Od kiedy pamiętam, byłam zafascynowana komputerami. Gdy byłam małą dziewczynką, ojciec pokazał mi kalkulator elektroniczny.  Powiedziałam mu, że chce się tym zajmować. W szkole chodziłam i nudziłam nauczycieli, że chcę komputer. Zmusiłam ich w końcu, żeby wprowadzili zajęcia z informatyki" - opowiada Dawidowic.

"Moja ścieżka kariery jest nie tylko nietypowa dla religijnych kobiet. Jest nietypowa dla kobiet generalnie. Im bardziej ultraortodoksyjną Żydówką jesteś, tym mniejsze są szanse. Tylko dzięki mojej matce tyle osiągnęłam. Moja matka była gospodynią domową i nie chciała, by jej córki utknęły w tym samym miejscu. Chciała, żebyśmy mogły same zdecydować, co chcemy robić" - dodaje.

Dawidowic pracowała przez lata w firmach high-tech, ale marzyła o własnej - "dla mnie i dla moich przyjaciółek, dopasowanej do naszych potrzeb" - mówi. Trzy i pół roku temu założyła Daat - własną firmę, oferującą idealne warunki pracy dla religijnych kobiet.

Kobiety pracują osiem godzin dziennie i ani minuty dłużej. "W izraelskim high-tech standard to czasem 10, 11, a jak trzeba to i 14 godzin dziennie, plus weekendy, jeśli jest pilny termin i trzeba skończyć projekt. Ja ich nigdy nie proszę, żeby pracowały dłużej. Jeśli brakuje czasu, sprowadzam dodatkowych pracowników". Godziny pracy są elastyczne, niektóre pracowniczki przychodzą do biura przed godziną 7 i wychodzą dzięki temu wcześniej.

Kalendarz wakacji jest dostosowany do kalendarza żydowskiego - Nili nie ma problemu z tym, że kobiety biorą pół dnia wolnego przed świętami, żeby wszystko przygotować. Ich letnie wakacje koordynuje z kalendarzem zajęć w jesziwach, w których uczą się mężowie pracujących w Daat kobiet.

W ich biurze pracują tylko kobiety, mężczyźni zatrudniani przez firmę Nili pracują w osobnej przestrzeni. W sumie 40 osób.

- Moja społeczność, rabini, nauczyciele w szkołach - wszyscy są mi wdzięczni za te miejsca pracy, bo dzięki mnie haredim mogą pracować w high-techu, z poszanowaniem swych religijnych zwyczajów - mówi Dawidowic.

Mimo że firma jest stworzona przede wszystkim pod kątem potrzeb pracowników, świetnie sobie radzi na rynku high-tech. Jej klienci to m.in. potężna międzynarodowa korporacja Grupa Strauss, informacyjny serwis internetowy gazety "Jedijot Achronot", największy izraelski bank Leumi czy największy izraelski portal inwestycyjny Clal.

Daat wypracowuje m.in. rozwiązania, pozwalające stronom internetowym zgrabnie funkcjonować na malutkich ekranach smartfonów.

Spośród pięciorga dzieci Nili jej czterech synów chce pójść w ślady matki. Tylko córka ma inne zainteresowania. - Nie martwi mnie, że nie chce pracować w high-techu. Zmartwiło mnie tylko, gdy nie wiedziała, co chce zrobić ze swoim życiem. Zabrałam ją na konsultacje. Będzie studiować psychologię - uśmiecha się Dawidowic.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje