Rośnie napięcie na linii Niemcy-Turcja

MSZ Turcji poinformowało we wtorek o wezwaniu niemieckiego charge d'affaires w Ankarze, by przekazać mu protest po wypowiedzi szefa wywiadu BND Bruno Kahla. Uznał on m.in., że próba puczu była dla tureckich władz tylko dogodnym pretekstem do masowych czystek.

W komunikacie tureckiego resortu spraw zagranicznych napisano, że wypowiedzi Kahla wskazują na "tolerancyjną i protekcjonistyczną postawę" wobec "Terrorystycznej Organizacji Fethullaha Gulena" (FETO), którą władze w Ankarze oskarżają o przeprowadzenie ubiegłorocznego puczu.

Reklama

W opublikowanym w sobotę wywiadzie dla "Spiegla" Kahl oświadczył, że próba puczu w Turcji, do której doszło w lipcu 2016 r., była dla tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana tylko dogodnym pretekstem do masowych czystek w aparacie państwowym.

"To, co zobaczyliśmy jako następstwo puczu, i tak wydarzyłoby się, choć może nie byłoby tak głębokie i radykalne" - powiedział szef BND.

Kahl nie zgodził się ze stawianym przez Erdogana zarzutem, że za próbę puczu odpowiada mieszkający w USA islamski kaznodzieja Fethullah Gulen. "Turcja na najróżniejszych szczeblach próbowała nas o tym przekonać, ale dotąd jej się to nie udało" - powiedział.

Po ubiegłorocznej próbie puczu tureckie władze przystąpiły do czystek na niespotykaną dotąd skalę w urzędach, wymiarze sprawiedliwości, wojsku, policji, oświacie i mediach. Według oficjalnych danych aresztowano ponad 43 tys. osób, a ponad 100 tys. straciło pracę lub zostało zawieszonych w obowiązkach.

Zachód krytykuje posunięcia tureckich władz, szczególnie aresztowania dziennikarzy, czystki wśród sędziów, zamykanie niezależnych redakcji czy sugestie przywrócenia kary śmierci. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje